Po wyborach reformy będą, ale nie radykalne. Finanse publiczne ma uratować wzrost gospodarczy. Resort finansów planuje większe ograniczenie wydatków, niż wynikałoby to z przyjętej reguły budżetowej. Czy rząd Tuska zrozumiał, że jeśli nie pójdzie drogą Niemiec i Wielkiej Brytanii, Polska z lidera może się stać maruderem Europy?
Rząd nawet po wyborczym zwycięstwie Komorowskiego nie spieszy się z wprowadzaniem niezbędnych reform. Dziurę budżetową ma załatać wzrost gospodarczy. Ekonomiści przestrzegają jednak: jeśli tempo wzrostu będzie zbyt niskie, czekają nas naprawdę ciężkie czasy.
4,5 proc. w 2011 r., 4 proc. w 2012 r. – tak według rządu ma się rozwijać gospodarka w najbliższych latach. Jeśli te szacunki okażą się prawdziwe, mamy szansę obniżyć deficyt budżetowy do 3 proc. PKB za dwa lata, unikając radykalnych reform i cięć. Czy to realne? – Prawdopodobnie nie, i wtedy scenariusz wygląda dramatycznie – przestrzega Jakub Borowski z SGH, główny ekonomista Invest-Banku.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.