Autopromocja

Wzbierająca druga fala COVID-19 może zdławić z trudem odbudowujący się popyt

koronawirus
koronawirusShutterStock
14 października 2020

Restauracje i hotele wchodzą w drugą falę pandemii już ze spadkiem sprzedaży. Ale szybko rosnąca liczba zachorowań musi negatywnie wpłynąć na całą konsumpcję.

Z danych transakcji kartami, które udostępnił nam bank PKO BP wynika jasno, że popyt na usługi hotelarskie wyraźnie osłabł już we wrześniu. Bank mierzy to w ten sposób, że punktem odniesienia są obroty z początku marca, czyli jeszcze sprzed pandemii. W ten sam sposób robi porównanie dla 2019 r., dzięki czemu może określić, jak się obecnie kształtuje popyt, a jak powinien się kształtować, biorąc pod uwagę dany okres w roku. W przypadku hoteli sprzedaż w poprzednim tygodniu stanowiła ok. 84 proc. poziomu z marca. Rok temu było to 104 proc.

Hamowanie widać także w gastronomii. Co prawda wartość sprzedaży w restauracjach stanowiła ok. 103 proc. tego, co sprzedawały one na początku marca, ale przed rokiem było to aż 121 proc.

– O ile w przypadku hoteli trudno jeszcze oddzielić efekt covidowy od tego, że jest mniej podróży służbowych, o tyle już w przypadku restauracji spadek obrotów wynika raczej z nasilenia pandemii. Bo jeszcze we wrześniu sprzedaż w gastronomii jakoś się trzymała, ale w październiku mamy już wyraźny spadek – mówi Urszula Kryńska, ekonomistka PKO BP.

Zła sytuacja utrzymywała się też w rozrywce, która nie podniosła się po wiosennym lockdownie. Dziś sprzedaż w tym segmencie stanowi 74 proc. tego, co krótko przed wybuchem COVID-19, choć rok temu było to 115 proc.

Inni ekonomiści już od kilku dni zwracają uwagę, że w drugą falę pandemii wchodzimy z „wypłaszczeniem konsumpcji”, czyli wyhamowaniem jej mocnego odbicia po odmrożeniu gospodarki w połowie roku. Według danych mBanku wydatki finansowane z kart spadły na koniec września i były na poziomie ok. 80 proc. ze stycznia w przypadku zakupu usług i nieco ponad 80 proc. przy zakupie towarów. Credit Agricole Bank Polska informuje, że o ile we wrześniu wartość sprzedaży w restauracjach utrzymywała się na poziomie sprzed roku, o tyle w hotelarstwie widać było spadek obrotów. Eksperci są zgodni, że wzbierająca druga fala COVID-19 może mieć wpływ na nastroje i wydatki gospodarstw domowych.

– Przy rosnącej liczbie zachorowań popyt ze strony gospodarstw osłabnie z uwagi na obawę przed zakażeniem. Wśród takich usług można wymienić branżę gastronomiczną, rozrywkową oraz hotelarską – uważają ekonomiści Credit Agricole.

Mimo tych negatywnych sygnałów eksperci na razie utrzymują swoje prognozy na IV kw. Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium mówi, że trzeba poczekać na kolejne dane z kart – te, które będą obejmowały dni, kiedy to liczba nowych zakażeń nie spada poniżej 4 tys. dziennie.

– Trzeba najpierw sprawdzić, jak zmieniają się preferencje konsumentów. Bo choć kolejny powszechny lockdown wydaje się mało prawdopodobny, to jednak dodatkowe restrykcje będą wprowadzane. A i mobilność konsumentów będzie pewnie mniejsza, co wpłynie na sprzedaż nie tylko usług, ale też towarów – uważa ekonomista. Jego zdaniem niewykluczone, że tak, jak na rynku dominowały ostatnio optymistyczne rewizje prognoz w górę, tak teraz może się okazać, że trzeba będzie zrewidować swoje założenia dla konsumpcji w dół. W podobnym tonie wypowiada się Urszula Kryńska. Według niej jest ryzyko, że kolejne miesiące mogą pokazać coraz większą zadyszkę w sprzedaży.

– Oczywiście, jeśli spojrzymy na sklepy spożywcze, to tam konsumpcja trzyma się nieźle. Ale już popyt na towary, które nie są artykułami pierwszej potrzeby, oraz na usługi może spadać. I to nawet bez żadnego lockdownu, tylko ze względu na zmianę preferencji konsumentów – ocenia Urszula Kryńska. Zwraca uwagę, że nadejście drugiej fali epidemii nastąpiło wcześniej, niż się spodziewano. I bardziej gwałtownie, niż oczekiwano. A to musi wpłynąć na konsumpcję w IV kw.

– To nie będzie tak gwałtowny wpływ jak wiosną, w czasie powszechnego zamrożenia gospodarki. I będzie to przede wszystkim zjawisko branżowe. Kto może być dotknięty tym zjawiskiem, to już widać po danych z kart – mówi Kryńska. Gospodarce będzie szkodzić nie tylko mniejszy popyt, ale również rosnąca liczba absencji wywołanych kwarantanną czy koniecznością opieki nad dziećmi, które będą musiały uczyć się zdalnie

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.