Po raz pierwszy w swojej niemal 90-letniej historii czołowy światowy producent samochodów zapowiedział zamknięcie dwóch fabryk na terenie Niemiec i grupowe zwolnienia pracowników.
Tak wygląda realizacja ogłoszonego w zeszłym roku planu redukcji kosztów o 10 mld euro i osiągnięcia rentowności sprzedaży na poziomie 6,5 proc. w 2026 r. W zeszłym roku grupa kapitałowa Volkswagena miała 17,9 mld euro zysku przy 322 mld euro przychodów, co pozwoliło osiągnąć 5,5 proc. rentowności. Spółka wypłaciła też swoim akcjonariuszom niemal 11 mld euro w postaci dywidendy. Czy zatem w programie oszczędnościowym firmy chodzi o to, żeby właściciele kapitału mogli zarabiać jeszcze więcej, a koszty tego poniosą zwalniani pracownicy? Niekoniecznie.
Działania firmy z jednej strony są odbiciem słabej kondycji niemieckiej – i szerzej, europejskiej – gospodarki. Odkąd Rosja napadła na Ukrainę w 2022 r., doprowadzając do kryzysu energetycznego, niemiecki przemysł, pozbawiony taniego źródła energii, popadł w kryzys, z którego nie wydobył się do dziś. Niemieckie produkty utraciły część konkurencyjności na globalnych rynkach. Dotyczy to także przemysłu samochodowego, który jest chlubą niemieckiej gospodarki. Na tę branżę przypada około jednej czwartej całej produkcji przemysłowej Niemiec. Spadek produkcji w przemyśle sprawia, że gospodarka naszych zachodnich sąsiadów balansuje na granicy stagnacji i recesji. Wzrost gospodarczy na całym kontynencie jest niski i nie przekracza 1 proc. w największych gospodarkach. Konsekwencją jest ograniczony popyt na samochody. W I półroczu 2024 r. w Europie sprzedało się 6,9 mln aut, tj. 4,4 proc. więcej niż rok temu, ale też ok. 20 proc. mniej niż w 2019 r., przed pandemią.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.