Jose Barroso wezwał do budowania federalnej unii narodów. Pewne kroki już wykonano: przyjęto pakt fiskalny, a wczoraj zaprezentowano projekt unii bankowej. Reszta po posprzątaniu zadłużonej Europy.
Nieco wcześniej Angela Merkel zaproponowała zwołanie konwentu w sprawie zmian w unijnych traktatach. To, co do niedawna było publicystyką, wchodzi do realnej polityki. Używając metafory premiera Tuska – materializuje się diabelska alternatywa. Albo przyłączymy się do bardzo kosztownej dla nas federacji, albo trafimy do menu – na unijne peryferie.
Tymczasem stoimy okrakiem. W przypadku paktu fiskalnego i unii bankowej jesteśmy za, a nawet przeciw. Nie chcemy wypaść z dyskusji i rzutem na taśmę popieramy kolejne projekty pisane w Berlinie, Brukseli i Paryżu. Gdy jednak dojdzie do przepisywania traktatów, będziemy musieli zająć jednoznaczne stanowisko. Odpowiedzieć sobie na serię pytań: czy chcemy być pod bankowym nadzorem paneuropejskim, czy chcemy harmonizacji podatków CIT i PIT, w jakim tempie przyjmujemy euro (co będzie związane z koniecznością dorzucania się do ratowania unijnych bankrutów w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności), czy zgadzamy się na kontrolowanie polskiego budżetu przez Brukselę i ograniczenie prawa do zadłużania się. Czy chcemy bezpośrednich wyborów szefa KE i Rady Unii Europejskiej jako drugiej izby parlamentu unijnego – co proponują Niemcy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.