Nie można zmusić do terapii
Nasz czytelnik, pan Szymon, ma problem z
wujem alkoholikiem mieszkającym w należącym do
pana Szymona mieszkaniu. Sąsiedzi skarżą
się na nocne libacje i towarzystwo, które bierze w
nich udział. Czytelnik postanowił zgłosić
się z tą sprawą do gminnej komisji
rozwiązywania problemów alkoholowych. - Po
zebraniu zeznań sąsiadów wuja oraz uzyskaniu
opinii biegłego komisja przekazała sprawę do
sądu, a ten skierował krewnego na niestacjonarne
leczenie z choroby alkoholowej. Wuj jednak nie
podjął leczenia. Od postanowienia sądu
minęło prawie pół roku, a ja nie wiem, co
dzieje się dalej w tej sprawie, bo - jak
usłyszałem - nie jestem stroną.
Dlaczego, będąc inicjatorem całej procedury
urzędniczej, nie mogę mieć wglądu do akt
sprawy? I co można jeszcze zrobić, by bliski
podjął leczenie - pyta zdesperowany
czytelnik