W komentarzu publicysta Franco Venturini podkreśla: "Katastrofalne wycofanie Zachodu z Afganistanu nie zostało przyjęte w Moskwie z dialektyczną złośliwością, na jaką mogłyby pozwolić okoliczności".

Przypomina zarazem, że Putin skrytykował USA, zintensyfikował ćwiczenia wojskowe w Tadżykistanie, by pokazać prezydentowi Joe Bidenowi, że "nie będzie mógł stamtąd wysyłać swoich dronów" i otworzył ścisły dialog z talibami.

"Ale Kreml, tyle razy wcześniej tak ostry, sprawia wrażenie, jakby liczył się ze słowami. Może dlatego, że Moskwa nie może zapomnieć mniej chaotycznego, ale jednakowo upokarzającego wycofania sił ZSRR w 1988 roku? Możliwe" - zauważa włoski komentator międzynarodowy.

Lecz jego zdaniem jest też inna interpretacja: "Putin prowadzi subtelną podwójną grę wykorzystując relacje pana i wasala, jakie ma już z Białorusią Łukaszenki".

W ocenie autora artykułu rząd w Mińsku, by "zemścić się za krytykę i zachodnie sankcje, ma zwyczaj hojnie rozdawać wizy wjazdowe, potem przewozić uchodźców na granicę z Litwą i z Polską i pomagać im przedostać się na terytorium europejskie".

"Ci uchodźcy to ostatnio Afgańczycy, którzy po to, by uratować się po upadku Kabulu, przekroczyli granicę pakistańską, tadżycką, irańską albo schronili się nad Zatoką Perską" - zaznacza Venturini.

Dodaje: "Litwa i Polska budują nowe mury, by się bronić i zmobilizowały swoje wojsko, ale pytanie, jakie zadawane jest uparcie w Brukseli, jest następujące: jak Białoruś mogłaby zaatakować Europę w tak wrażliwym punkcie, jak nielegalna imigracja bez aprobaty Putina?".

"Czy istnieje związek ze zbliżającymi się wyborami w Niemczech, skoro Afgańczycy chcą tam jechać? Czy to przypadek, że Putin ma przekazać Łukaszence wielką pomoc ekonomiczną i masowe dostawy broni?" - zapytał włoski publicysta.

Konstatuje: "Wiedzieliśmy: dzień po w Kabulu ma wiele wątków i właśnie się zaczął".