Premier Donald Tusk ostrzegł w środę, że osoby planujące podróże turystyczne do regionu objętego konfliktem powinny poważnie rozważyć rezygnację z wyjazdu. Jednocześnie rząd przygotowuje działania ewakuacyjne dla obywateli Polski przebywających w zagrożonych państwach.
Podczas posiedzenia zespołu koordynacyjnego ds. sytuacji na Bliskim Wschodzie premier Donald Tusk poinformował, że mimo narastającego konfliktu część Polaków wciąż planuje turystyczne wyjazdy do krajów regionu. Informację tę przekazał mu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
– Jeśli ktoś nie musi tam lecieć, to niech tam nie leci – powiedział premier, podkreślając, że państwo nie ma możliwości prawnego zakazania takich podróży.
Szef rządu zwrócił uwagę, że decyzje o wyjeździe mogą mieć konsekwencje logistyczne i finansowe, zarówno dla podróżnych, jak i dla państwa.
„Warto mieć świadomość, że ten, kto leci dzisiaj, jutro może oczekiwać pomocy państwa i ewakuacji. Dlatego ponawiam apel: kto nie musi, niech nie leci. Lista państw zagrożonych jest znana” – zaznaczył Tusk.
Premier odniósł się także do zarzutów, że rząd nie przygotował wcześniej kompleksowej operacji ewakuacyjnej. Zwrócił uwagę, że nawet państwa dysponujące znacznie większymi możliwościami logistycznymi nie były w stanie przygotować natychmiastowych planów na wypadek tak nagłej eskalacji.
– Informacje z Waszyngtonu pokazują jasno, że nawet tam, gdzie wiedza o możliwym konflikcie była największa, nikt nie był przygotowany na ewakuację na dużą skalę – stwierdził.
Ewakuacja Polaków z Bliskiego Wschodu. Samolot medyczny poleci do Omanu
Rząd rozpoczął już przygotowania do transportu obywateli wymagających pilnej pomocy. Premier poinformował, że w ciągu kilkunastu godzin do Omanu ma polecieć samolot przeznaczony przede wszystkim dla osób potrzebujących wsparcia medycznego.
– Decyzja o wysłaniu transportu lotniczego z priorytetem medycznym jest już realizowana. Samolot powinien wylądować w Omanie w ciągu kilkunastu godzin – powiedział Tusk.
Według informacji przekazanych podczas posiedzenia zespołu koordynacyjnego na transport oczekuje m.in. ciężko chora Polka, która nie może samodzielnie wrócić do kraju.
Premier zapowiedział również, że jeśli w samolocie pozostaną wolne miejsca, zostaną one wykorzystane do ewakuacji innych obywateli.
– Jeśli polecimy po osoby chore, a pozostaną miejsca dla zdrowych pasażerów, zabierzemy każdego, kto będzie potrzebował powrotu do kraju, w granicach naszych możliwości – podkreślił.
Szef rządu podziękował jednocześnie służbom cywilnym i wojskowym zaangażowanym w organizację operacji.
Chaos w lotnictwie. Zamknięta przestrzeń powietrzna nad Bliskim Wschodem
Eskalacja napięcia w regionie nastąpiła po nalotach przeprowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael na cele w Iranie oraz późniejszych działaniach odwetowych sił irańskich. W reakcji na wydarzenia część państw Bliskiego Wschodu zamknęła przestrzeń powietrzną dla ruchu cywilnego.
Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) ostrzegła przewoźników przed wysokim ryzykiem dla lotnictwa cywilnego w przestrzeni powietrznej Iranu oraz w krajach sąsiednich, gdzie znajdują się amerykańskie bazy wojskowe. W związku z tym zaleciła wstrzymanie lotów do i z regionu co najmniej do 6 marca.
Skutki decyzji są odczuwalne w całej Europie. Z warszawskiego Lotniska Chopina od soboty odwołano już około 66 połączeń do krajów Zatoki Perskiej i Izraela, w tym do Dubaju, Dohy i Tel Awiwu.
Zakłócenia dotknęły także globalną siatkę lotów. W weekend odwołano ponad 6 tysięcy rejsów na świecie, a tysiące pasażerów utknęło na lotniskach w Azji, Europie i na Bliskim Wschodzie.
Odwołane loty i decyzje linii lotniczych
W odpowiedzi na sytuację bezpieczeństwa wiele linii lotniczych zdecydowało się na zawieszenie połączeń do regionu.
Polskie Linie Lotnicze LOT odwołały loty do Dubaju do 6 marca oraz anulowały zaplanowane rejsy do Rijadu w dniach 12 i 15 marca. Połączenia z Tel Awiwem pozostają zawieszone do 18 marca.
Podobne decyzje podjęli inni przewoźnicy, w tym m.in. Virgin Atlantic, Air France, KLM, Lufthansa czy Wizz Air. Ograniczenia objęły także połączenia z Dubajem, Abu Zabi, Ammanem i Bejrutem.
Dodatkowym problemem jest zamknięcie największych hubów przesiadkowych w regionie – Dubaju, Abu Zabi i Dosze – które odgrywają kluczową rolę w globalnym ruchu lotniczym. Przez te porty przechodzą setki połączeń między Europą, Azją i Australią.
Biura podróży zawieszają wyjazdy turystyczne
Eskalacja konfliktu uderzyła również w branżę turystyczną. Jedno z największych polskich biur podróży, Itaka, poinformowało o zawieszeniu do 27 marca połączeń do Abu Zabi, Dubaju, Szardży i Dohy.
Wstrzymano również sprzedaż wielu wycieczek z przesiadkami w regionie, obejmujących m.in. Malediwy, Seszele, Australię, Indie, Filipiny, Bali, Chiny czy Japonię.
Jednocześnie firma organizuje powroty klientów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie. Część z nich przebywa obecnie w hotelach i oczekuje na dostępne miejsca w samolotach. Problem polega na tym, że wolnych miejsc jest bardzo niewiele, ponieważ podobne działania prowadzą także inne biura podróży.
W przypadku rezygnacji z wyjazdów rozważane są zwroty z Turystycznego Funduszu Pomocowego lub rekompensaty w formie voucherów.
Tysiące Polaków w regionie
Według informacji przekazywanych przez rząd w samych Zjednoczonych Emiratach Arabskich przebywa około 14 tysięcy obywateli Polski. Część z nich to turyści, inni pracują tam lub przebywają w podróży tranzytowej.
Sytuacja w regionie pozostaje dynamiczna. Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich poinformowały wprawdzie o otwarciu ograniczonych korytarzy powietrznych o przepustowości do 48 samolotów na godzinę, jednak pierwszeństwo mają pasażerowie, którzy utknęli już na lotniskach.
Dla wielu podróżnych oznacza to kilkudniowe opóźnienia i konieczność reorganizacji planów podróży.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu