Nocne wpisy na X, spiski na WhatsAppie
Przekraczające granice wpisy na portalu X wieczorową porą, partyjne spiski na WhatsAppie, wysyłanie ważnych informacji przez prywatne skrzynki pocztowe. Polscy politycy zachowują się często tak, jakby sieć była przestrzenią neutralną, a oni byli zwykłymi internautami. Można bez trudu sporządzić listę tych, którzy sieciową dezynwolturą zaszkodzili sobie i swoim ugrupowaniom. Peleton otwiera Robert Biedroń, który na X zszargał pamięć pilota myśliwca. Można wskazać Tobiasza Bocheńskiego, który tak bardzo tropił niemieckie masła w polskich samolotach, aż został nazwany „maślarzem”. Albo posłankę Annę Marię Żukowską, łączącą się na obrady KRS z wanny. Można tak długo wymieniać, co dowodzi, że politycy wszystkich opcji mają skłonność wikłać się w niekończące się pętle życia cyfrowego. A świat ten jest bardzo niebezpieczny, nawet pomijając kwestię cyfrowego bezpieczeństwa i wyciekania newralgicznych informacji, o czym przekonał się Michał Dworczyk jako szef kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego, a ostatnio też członkowie Polski 2050.
Mamy do czynienia z pewnym rozdwojeniem. Z jednej strony politycy słusznie zwracają uwagę, jakie spustoszenie serwisy społecznościowe czynią w umysłach młodych ludzi. Z drugiej sami zakochali się w Twitterze, stanowiąc niekiedy antyprzykład funkcjonowania w sieci. Wielowątkowe kłótnie, „nakręcanie inb”, insynuacje, wyciąganie prywatnych historii, wojny na filmiki – niby nic nowego, jeszcze jeden sposób walki o wyborców. Zarazem politycy nie są wolni od tego, co może dotknąć każdego influencera: celebracji własnego ego oraz wpadania w pętlę dopaminowego haju. To wszystko w konfrontacyjnej rzeczywistości podlanej werbalną agresją. Demokracja to jednak ścieranie się racji, a nie arena freak fightów.
Aktywność w internecie demaskuje ludzkie słabości
Dobrze to było widać podczas niedawnej afery ze schroniskiem w Sobolewie. Wzbudziła ona gwałtowne reakcje polityków, którzy odkryli nagle swoje zaangażowanie w pomoc zwierzętom. Po ujawnieniu skandalicznych nieprawidłowości w placówce, oburzali się i grzali w blasku cudzych, oddolnie organizowanych akcji. Jeden tylko poseł Łukasz Litewka pofatygował się na miejsce, aby faktycznie coś zdziałać. Zdaje się, że życie cyfrowe stało się dla polityków wygodnym alibi. Skoro piszą na X, wchodzą w dyskusje z innymi, to znaczy, że działają. Gnając w owczym pędzie, uważają, że świat cyfrowy to ich naturalne otoczenie. Dedykuję im słowa Lecha Wałęsy: „Dopóki nie wyszły te środki, internety, to wszystko, te telefony, to ludzie wierzyli politykom”. Sieć ma tę właściwość, że czyni z ludzi bezbronne istoty i demaskuje ich słabości. Wiedzą to niektórzy pierwszoligowi politycy, którzy ostrożnie korzystają z dobrodziejstw świata cyfrowego lub mają od tego specjalistów.