Kurdyjscy bojownicy przyznali się we wtorek do poniedziałkowego ataku bombowego w Wan na południowym wschodzie Turcji, tłumacząc, że jest to m.in. odwet za odwołanie 24 burmistrzów miast w tej części kraju, podejrzanych o związki z Partią Pracujących Kurdystanu.
Na stronie internetowej powiązanej ze zdelegalizowaną w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) napisano, że zamach był odwetem za odwołanie burmistrzów na zamieszkanym głównie przez Kurdów południowym wschodzie kraju, co jest - jak napisano - "brakiem poszanowania woli ludu kurdyjskiego", a także za zabijanie kurdyjskiej młodzieży przez tureckie siły bezpieczeństwa.
W poniedziałek przed budynkiem lokalnej administracji w Wan eksplodował samochód pułapka. W wyniku wybuchu obrażenia odniosło około 50 osób, w tym czterech policjantów i czterech obywateli Iranu, którzy odwiedzali Wan najpewniej w związku z muzułmańskim Świętem Ofiarowania - podają władze.
Do zamachu doszło dzień po mianowaniu przez tureckie władze 24 nowych burmistrzów na południowym wschodzie kraju.
Jak oświadczył w zeszłym tygodniu prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, obecnie trwa największa w historii kampania wymierzona w bojowników z Partii Pracujących Kurdystanu, która od ponad 30 lat walczy o większą autonomię dla Kurdów. Wyjaśnił, że kluczową częścią tej walki jest usuwanie ze stanowisk urzędników, którzy są powiązani z PKK.
Partia Pracujących Kurdystanu jest uznawana przez Turcję, USA i Unię Europejską za organizację terrorystyczną. (PAP)
pjr/ cyk/ mc/
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu