Kamil Gapiński uspokaja, że nie powinniśmy tego incydentu traktować zbyt poważnie - to raczej akt cyberwandalizmu, i z podobnymi atakami hacktywistów mieliśmy do czynienia w czasie protestów przeciwko ACTA. Nie są to poważne zdarzenia i nie dotyczą infrastruktury krytycznej, to raczej pokaz siły społeczeństwa internetowego związanego z Państwem Islamskim.
Ekspert przyznaje, że to jak dotąd najgłośniejszy atak hakerów związanych z dżihadem, ale nie był on profesjonalny - biorąc pod uwagę jego efekty można założyć, że mogli go dokonać nawet amatorzy. W internecie zamieszczono co prawda domniemane dane personelu amerykańskiego rządu, ale jak już wiadomo są to dane, które zostały już opublikowane wcześniej przez amerykańską administrację.
Centrum dowodzenia amerykańskiego wojska zapewnia, że nie doszło do naruszenia wewnętrznej sieci operacyjnej armii, a wpisy zamieszczone na jej profilach nie ujawniają tajnych informacji.