Siudaj: Grzeczna portugalska junta in spe

Marek Siudaj
Marek SiudajDGP
10 lutego 2012

Wysoki poziom demokracji mają w Portugalii. Tam nawet ewentualna junta informuje, że może dojść do buntu. To ułatwia biznes – wiadomo, kiedy sklep zamknąć i kiedy zrobić zapasy.

To zupełnie inna jakość niż np. w Polsce w latach 80. XX w., kiedy generał Jaruzelski społeczeństwa nie poinformował o stanie wojennym – po prostu pewnego dnia nie było „Teleranka”.

Zastanawia mnie, jakby Unia Europejska zareagowała, gdyby w Portugalii rzeczywiście doszło do zamachu stanu? Ponoć jedyna sankcja to zawieszenie w prawach członkowskich. Czy oznacza to zamknięcie granic i odcięcie Portugalii od funduszy europejskich, czy też takiej możliwości w niezbyt zrozumiałych traktatach unijnych nie ma? Co należałoby zrobić z politykiem z Lizbony, który w czasie przewrotu był członkiem Komisji Europejskiej? Odebrać posadę i deportować czy uznać za uchodźcę politycznego i do brukselskiej pensji dołożyć zasiłek? No i jak potraktować deputowanych z Portugalii – jak trędowatych politycznie czy jako jedynych reprezentantów narodu, wybranych w wolnych wyborach? No i czy Komisja Europejska wyasygnowałaby jakieś kwoty na portugalski rząd na uchodźstwie?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.