Tusk tłumaczy, jak przyznał 169 tys. zł nagród pracownikom swojej kancelarii

22 czerwca 2010

Premier Donald Tusk powiedział dziś, że nagrody dla urzędników swojej kancelarii przyznał bardzo świadomie. "Inaczej niż moi poprzednicy, którzy nagrodę traktowali jako automatyczne dopisanie do wynagrodzenia" - zaznaczył.


O tym, że pracownicy kancelarii premiera dostali w sumie 169 tys. zł nagród poinformowało we wtorek radio RMF FM. Stacja powołuje się na analizy Najwyższej Izby Kontroli z wykonania zeszłorocznego budżetu przez kancelarie premiera i prezydenta. Jak podało radio, pracownicy Kancelarii Prezydenta otrzymali łącznie 450 tys. zł.

W kancelarii premiera nagrody przyznawano w kwocie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych na osobę. Dostało je 16 osób, m.in. ministrowie Tomasz Arabski i Jacek Cichocki oraz wiceminister zdrowia Marek Haber. Premier nie wziął w zeszłym roku żadnej nagrody. Radio podało, że premier zdenerwował się, gdy dotarła do niego informacja o gratyfikacjach dla jego podwładnych.

"To ja podejmowałem decyzję, to ja przyznaję nagrody, a więc nie jestem zaskoczony, że je przyznałem" - odparł premier, pytany o tę kwestię podczas konferencji prasowej po wtorkowym posiedzeniu rządu.

Jak zaznaczył, przyznał nagrody bardzo świadomie. "Inaczej niż moi poprzednicy, którzy nagrodę traktowali jako automatyczne dopisanie do wynagrodzenia" - powiedział szef rządu.

"Kiedy zostałem premierem, zamknąłem ten niezdrowy mechanizm, że nagroda należy się każdemu"

"Kiedy zostałem premierem, zamknąłem ten niezdrowy mechanizm, że nagroda należy się każdemu i zawsze, tzn. że jest de facto dodatkowym elementem pensji. Wystarczy porównać nagrody przyznane przez poprzedniego premiera Jarosława Kaczyńskiego dla swoich współpracowników - to było 2 mln zł - w porównaniu do 160 tys. zł, które ja przyznałem" - powiedział Tusk.

Jak zaznaczył, przyjął zasadę, że "nagroda musi być nagrodą za ponadstandardowe, jakieś nadzwyczajne osiągnięcie konkretnego urzędnika". "To jest cała różnica pomiędzy poprzednikami a naszym rządem" - powiedział Tusk.

Dodał, że w sposób bardzo umiarkowany korzystał z funduszu nagród i wyłącznie wtedy, kiedy "miał przekonanie, że ktoś osiągnął wynik wyraźnie lepszy niż tego można było oczekiwać".

Sprawozdanie z wykonania budżetu państwa za 2009 r. przez KPRM we wtorek rozpatrzyła sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych. Wykonanie budżetu NIK oceniła pozytywnie, choć z zastrzeżeniami. Wątpliwości kontrolerów dotyczyły właśnie wypłat nagród.

Pytany o tę sprawę przez posłów, szef KPRM Tomasz Arabski podkreślił, że każda nagroda była pisemnie uzasadniona. "Rząd premiera Donalda Tuska odszedł od praktyki, od zwyczaju, że fundusz nagród jest częścią wynagrodzeń w sposób automatyczny przeznaczaną na comiesięczne dodatki dla ministrów" - powiedział Arabski.

Dodał, że w 2006 r. i do końca października 2007 wypłacono nagrody na łączną kwotę 4 mln zł. "Pozostaje spór pomiędzy KPRM a NIK, czy te nagrody, w kontekście nowelizacji budżetowej, były wypłacone zgodnie z prawem. Uważam, że tak i za każdym razem, na każdym etapie kontroli (...) staliśmy na stanowisku, że NIK zbyt rygorystycznie interpretuje i zawęża interpretację ustawy" - powiedział Arabski.

"W skali roku to nie są wysokie nagrody, biorąc pod uwagę miesięczne nagrody, które otrzymywali wszyscy ministrowie, wojewodowie i wicewojewodowie w poprzednich rządach" - zaznaczył Arabski.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.