Jeszcze w marcu tego roku na Nadzwyczajnym Zjeździe Adwokatury Polskiej w Warszawie gościła prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Podkreślano wtedy, że dokonała czegoś, co nie udawało się jej poprzednikom - politycy z różnych obozów deklarowali przychylność dla palestry. Gdy dyskutowano, czy powinno się połączyć adwokaturę z radcami prawnymi od prezydenta adwokaci usłyszeli wtedy: niech będzie tak jak jest.
W zeszłym tygodniu prezes NRA stawała przed Sądem Najwyższym, gdzie reprezentowała adwokaturę w sprawach ze skargi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczącej zapisów regulaminu aplikacji adwokackiej. Miała dar skupiania uwagi - sędziowie słuchali jej spokojnego, merytorycznego wystąpienia z zainteresowaniem.
W 1988 r. ukończyła prawo na Uniwersytecie Łódzkim. Potem była pracownikiem naukowym tego uniwersytetu. W latach 1992-93 pracowała w kancelariach adwokackich w USA i Wielkiej Brytanii, Public Defender Office (Biurze Obrońców z Urzędu) oraz Instytucie Prawa Karnego Międzynarodowego. Adwokatem jest od 1996 r. W latach 2003-04 ukończyła na Akademii Prawa Europejskiego w Trewirze szkolenie pełnomocnika Międzynarodowego Trybunału Karnego.
Uczestniczyła w przygotowywaniu projektu zmian Prawa o adwokaturze przez Zespół NRA oraz w Komisji przygotowującej Nadzwyczajny Zjazd Adwokatury. Od 2003 r. uczestniczyła w pracach parlamentarnych - najpierw jako ekspert, później jako przedstawiciel samorządu.
W 2004 r. Krajowy Zjazd Adwokatury wybrał ją na wiceprezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, a w 2007 r. na kolejnym zjeździe została prezesem NRA. Agacka-Indecka była wymieniana jako kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, mówiono też, że może zasiadać w międzynarodowych gremiach prawniczych.
Według dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Łodzi mec. Andrzeja Pelca, polska palestra straciła jednego z najlepszych, najbardziej pracowitych i twórczych prezesów w swej historii. "To, że jako jedyny przedstawiciel zawodów zaufania publicznego leciała z prezydentem do Smoleńska, to jest obraz tego, jak zbudowała prestiż adwokatury" - powiedział.
Jak zaznaczył łódzki dziekan adwokatury, mec. Agacka-Indecka była prawdziwym obrońcą, a sala sądowa była dla niej tym miejscem, dla którego wykonuje się zawód adwokata. "Nie dla pisania opinii prawnych, nie dla konsultowania korporacji, tylko taka walka o człowieka, w obronie człowieka na sali sądowej. Do tego widzę ją także jako matkę i żonę. Kiedy niejednokrotnie wracaliśmy z jakichś spotkań, narad, zawsze kontaktowała się z córką, z mężem. Zawsze próbowała, żeby zdążyć odebrać córkę ze szkoły, żeby spędzić czas z rodziną. To po prostu jest niewiarygodne" - mówił mec. Byczko.
"Razem studiowaliśmy, razem działaliśmy w Kole Naukowym Młodych Prawników, wspólnie byliśmy na aplikacji adwokackiej. Znałem ją przez całe życie zawodowe. Trudno jest mi powiedzieć, czy kogoś takiego jak ona człowiek bardziej lubił, czy bardziej cenił" - powiedział PAP mec. Szymon Byczko, z którym Agacka-Indecka prowadziła kancelarię.
"Była jedną z niewielu osób, które łączyły w sobie niesamowite umiejętności, talent i pracowitość w sensie merytorycznym z pokładami sympatii, serdeczności, takiej cywilnej odwagi, której często ludziom brakuje (...). I nieprawdopodobna pracowitość. Naprawdę jest to strata, którą trudno ocenić" - podkreślił. (PAP)