"To m.in. dzięki jej pasji prawda o Katyniu nigdy nie umarła" - powiedział premier Donald Tusk podczas uroczystości powitania trumien z ciałami ofiar katastrofy.
Zenona Bożena Mamontowicz-Łojek (używała drugiego imienia) urodziła się w 1937 roku. Skończyła Państwową Szkołę Baletową w Warszawie, tańczyła w Centralnym Zespole Wojska Polskiego oraz na scenach operowych Łodzi i Warszawy. Była historykiem polskiego baletu, opublikowała kilka prac z tej dziedziny. Studiowała też pedagogikę i polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W 1972 r. obroniła doktorat.
Była żoną wybitnego historyka Jerzego Łojka, którego ojciec, lekarz wojskowy major Leopold Łojek, został zamordowany w Katyniu. Przez lata zbierali informacje o tej zbrodni, we wrześniu 1989 roku ukazała się książka Jerzego Łojka "Dzieje sprawy Katynia". Zmarły w 1986 roku historyk zostawił testament, w którym polecił najbliższym, aby "zawsze i konsekwentnie podnosili publicznie sprawę zbrodni katyńskiej i żądali jej ukarania. W tej sprawie nie może być ani przebaczenia, ani zapomnienia. Pojednanie z narodem rosyjskim może wystąpić tylko wtedy, gdy jego autorytatywni przedstawiciele dokonają publicznej ekspiacji za zbrodnie".
W październiku 1989 roku Bożena Łojek - wraz z Jolantą i Edmundem Osmańczykami, Andrzejem Wajdą i Januszem Plater-Gajewskim - założyła Warszawską Rodzinę Katyńską, której została wiceprzewodniczącą. Rok później z jej inicjatywy utworzono Federację Rodzin Katyńskich, której prezesem była do 1993 roku.
Bożena Łojek była współzałożycielką Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej (w 1989) oraz Polskiej Fundacji Katyńskiej (1990), w której początkowo była sekretarzem naukowym Rady, a od lutego 2000 roku aż do śmierci - prezesem zarządu. Od 1990 roku była główną organizatorką corocznych konferencji naukowych poświęconych sprawom Katynia, organizowanych przez oba te stowarzyszenia. Zapraszała na nie najwybitniejszych znawców tematu z Polski i z Rosji. Pokłosiem tych sesji były "Zeszyty Katyńskie" zawierające teksty wszystkich referatów. W ramach tego wydawnictwa ukazało się także pięć książek dotyczących sprawy katyńskiej. Jubileuszowa, 20. sesja i dokumentujący ją 25. numer "Zeszytów Katyńskich" były zaplanowane na 17 kwietnia br. Z powodu katastrofy pod Smoleńskiej termin sesji został przełożony na 23 kwietnia.
"To była niebywała kobieta, która postawiła sobie za cel wyświetlić do końca sprawę zbrodni katyńskiej. Realizowała testament męża i to była dla niej najważniejsza rzecz na świecie. Dla sprawy katyńskiej gotowa była skakać do oczu prezydentom, premierom, ministrom. Jeśli tylko ktoś z polityków pomylił się w swoim wystąpieniu publicznym, co zdarzało się często, najczęściej mylono nazwy poszczególnych obozów i miejsc kaźni, Bożenka natychmiast prostowała pomyłki" - powiedział PAP płk Marek Tarczyński z Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej.
"Bożena nie cierpiała posługiwania się zbrodnią katyńską dla celów politycznych czy jakichkolwiek innych niż upamiętnienie i wyświetlenie prawdy. Nie dawała sobą manipulować. Przy tym była niesamowicie konsekwentna, czynna, mobilizująca otoczenie. Tkwiła w niej wielka energia i wola działania, która udzielała się innym. Ludzie tego typu często wywołują wokół siebie zamieszanie i niepokój i niektórzy mogli ją odbierać jako osobę +trudną+. Zwłaszcza niezadowoleni byli ci, którzy wykazywali się indolencją, a ona ich poprawiała. Nie dobierała słów, mówiła prosto w oczy to, co myślała. Tacy ludzie bywają motorem działań innych i Bożena właśnie taka była" - wspominał Tarczyński.
"Okoliczności śmierci Bożeny Łojek - Smoleńsk, 70. rocznica zbrodni katyńskiej - odbieram symbolicznie. Nie widzę osoby, która wypełniłaby miejsce Bożenki w Federacji Rodzin Katyńskich, takiej energii, takiej woli działania, zdecydowania nikt nie zademonstruje, nikt nie potrafi tak zmobilizować ludzi, zachęcić ich do działania jak to robiła ona" - ocenił Tarczyński.
"Była wulkanem energii, może dlatego zawsze wyglądała na 10 lat mniej niż miała w istocie" - wspomina dziennikarka PAP, Hanna Sikorska, która znała Bożenę Łojek od ponad 20 lat. - Ostatni raz widziałyśmy się na 10 dni przed katastrofą. Stałyśmy w gronie kilkunastu osób na korytarzu w sądzie, czekając na rozprawę w procesie przeciwko Polskiej Fundacji Katyńskiej o opublikowanie książki Józefa Mackiewicza dotyczącej właśnie sprawy katyńskiej. Bożena stawiła się jako prezes Fundacji. Rozprawa została odwołana. Ktoś z boku powiedział: "Wygląda na to, że przyszliśmy tutaj tylko po to, żeby się spotkać w tym gronie, co przecież nieczęsto nam się zdarza+. Zapytałam ją, czy jedzie na obchody 70-lecia zbrodni do Katynia. Odpowiedziała z właściwym sobie przekąsem i z szerokim uśmiechem: +Chciałabym, ale nie wiem, czy znajdzie się dla mnie miejsce w prezydenckim samolocie+. Niestety, znalazło się...".(PAP)