Do konkursów na obsadzenie 32 zagranicznych przedstawicielstw Unii Europejskiej zgłosiło się 15 Polaków.
O jak najlepszą reprezentację naszego kraju będzie zabiegał szef MSZ Radosław Sikorski, który w przyszłym tygodniu spotka się z Catherine Ashton, szefową unijnych dyplomatów. Sikorski ma ją namawiać, by w nowej służbie dyplomatycznej UE znalazła się liczba Polaków proporcjonalna do liczby ludności naszego państwa.
Rozmowy mają dotyczyć tego, ile unijnych placówek możemy obsadzić, jak i tego jakie konkretnie miejsca zajmiemy w centrali Służby Działań Zewnętrznych.
W tym roku do obsadzenia są m.in. 32 unijne przedstawicielstwa na wszystkich kontynentach w tak ważnych państwach jak Japonia czy Chiny. Polska chce przynajmniej czterech funkcji.

Do konkursów na obsadzenie 32 zagranicznych przedstawicielstw Unii Europejskiej zgłosiło się 15 Polaków.

Rozstrzygnięcia mają dotyczyć funkcji szefów placówek i ich zastępców

Rozstrzygnięcia mają dotyczyć funkcji szefów placówek i ich zastępców. Prestiżowe stanowiska w Waszyngtonie i Kabulu już zostały obsadzone i nie ma na nich Polaków. Ale mamy apetyty na inne. Do obsadzenia są m.in. unijne przedstawicielstwa w najważniejszych – poza Indiami – państwach Azji, czyli Japonii, Chinach i Korei. W Ameryce Południowej czekają Brazylia i Argentyna. A w Afryce RPA oraz Mozambik.
Z państw na obszarze byłego ZSRR do obsadzenia jest jedynie Gruzja. Ale z nieoficjalnych informacji wynika, że w drugiej połowie roku Unia otworzy swoje przedstawicielstwo na Białorusi. I chcielibyśmy, aby właśnie w Mińsku znalazł się Polak. Jak nieoficjalnie się dowiadujemy, choć o unijne posady stara się aż 15 Polaków, bylibyśmy zadowoleni, gdybyśmy otrzymali dwie funkcje szefów placówek i dwie ich zastępców.



Ostry lobbing za tym zaczniemy w poniedziałek, wtedy do Warszawy przylatuje szefowa unijnej dyplomacji Catherine Margaret Ashton. Radosław Sikorski ma ją przekonać, że jesteśmy specjalistami w sprawach Europy Środkowo-Wschodniej. To dlatego Ashton ma obejrzeć Ośrodek Studiów Wschodnich jako przykład, że w tej dziedzinie nasi eksperci są najlepsi.
Ale to tylko wstęp do rozgrywki o funkcje w unijnej dyplomacji, która dopiero się buduje. Tak samo jak dopiero wykształcają jej kompetencje. To, co chcemy wywalczyć, dotyczy zachowania pieniędzy na politykę sąsiedztwa oraz tego, by Ashton nie przejęła wszystkich kompetencji unijnego komisarza do spraw sąsiedztwa. Bo rząd liczy, że to przez komisję łatwiej będzie walczyć o środki m.in. na Partnerstwo Wschodnie.
Obok postulatów finansowych mamy personalne. A jak są ważne z punktu widzenia opinii publicznej, przekonał się Radosław Sikorski, gdy opozycyjne media nagłośniły sprawę jego nieobecności na nieformalnym szczycie unijnych szefów dyplomacji, gdzie rozmawiano właśnie o tworzeniu Służby Działań Zewnętrznych UE.
Polska ma nieliczną kadrę urzędniczą i już teraz mamy kłopot z tym, by odpowiednia liczba naszych urzędników średniego i niższego szczebla obsadziła unijną administrację. Dlatego rząd przyjął kurs, by ulokować Polaka jak najbliżej Ashton. W grę wchodzi utworzenie stanowiska koordynatora do spraw zarządzania sytuacjami kryzysowymi lub jednego z zastępców Ashton. To w tym kontekście pojawia się nazwisko Mikołaja Dowgielewicza. Choć on sam powtarza za premierem Donaldem Tuskiem, że nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.