Gdy w nocy z soboty na niedzielę przestawialiśmy zegarki o godzinę do przodu, Rosjanie zlikwidowali dwie z 11 dotychczas istniejących w kraju stref czasowych. To wstęp do reformy, która ma ułatwić funkcjonowanie najdłuższego kraju świata.
Czas moskiewski przyjęły przemysłowa Udmurcja i obwód samarski, Zagłębie Kuźnieckie od stolicy będą dzieliły trzy godziny zamiast czterech, o 60 minut bliżej Europy znalazły się też Kamczatka i Czukotka. – Teraz zbadamy skutki tego ruchu, aby opracować plan dalszej optymalizacji liczby stref – mówi agencji ITAR-TASS doradca rządu w tej sprawie Arkadij Tiszkow. Zachodni Kaliningrad od wschodnich rubieży kraju nadal bowiem dzieli nie tylko 9 tys. km, ale i dziewięć godzin. Znacząco utrudnia to funkcjonowanie gospodarki – gdy moskiewski biznesmen przychodzi o godz. 8 rano do pracy, jego potencjalny partner z Pietropawłowska Kamczackiego ma na zegarku godz. 16, więc może właśnie wychodzić z biura. Skomplikowane jest układanie rozkładów jazdy pociągów i samolotów (tym bardziej że kolej dalekobieżna tradycyjnie ignoruje podział na strefy i na wszystkich rosyjskich dworcach podaje czas moskiewski).

Wystarczyłyby cztery strefy

Zmniejszenie liczby stref czasowych planowano jeszcze w czasach Stalina, lecz do pomysłu bardziej zdecydowanie wrócił dopiero prezydent Dmitrij Miedwiediew. – Przyzwyczailiśmy się szczycić liczbą stref czasowych, bo wydawało się to nam świetną ilustracją wielkości naszej ojczyzny. I słusznie. Ale nigdy poważnie nie zastanawialiśmy się, na ile taki drobiazgowy podział pozwala na efektywne zarządzanie krajem, czy nie prowadzi do konieczności wykorzystania zbyt drogich technologii – mówił w listopadzie 2009 r. przed połączonymi izbami parlamentu. Prezydent podawał przykłady USA (cztery strefy, jeśli nie liczyć Hawajów, Alaski i terytoriów zależnych) i Chin (jedna strefa czasowa). Weekendowa zmiana może być dopiero początkiem. Zdaniem cytowanego ekonomisty Giennadija Łazariewa Rosja mogłaby się obyć z czterema strefami: kaliningradzką, moskiewską, uralską i syberyjską. Wówczas jednak mieszkańcy Władywostoku musieliby się przyzwyczaić do dziennego światła nawet po zegarowej północy i porannego wstawania w środku astronomicznej nocy, co mogłoby zaburzyć funkcjonowanie ludzkiego organizmu.
Nie jest to jednak zupełna utopia. Czasową rewolucję w 1949 r. przeprowadziły Chiny, które w ciągu jednej nocy zastąpiły pięć stref czasowych jedną.

Przykład dali Chińczycy

Obecnie w całym kraju obowiązuje czas pekiński. Najbardziej poszkodowani są mieszkańcy zamieszkanego przez muzułmańskich Ujgurów Sinkiangu na zachodzie republiki, w którym astronomiczne południe przypada, gdy na zegarkach jest już 15. Rdzenni Ujgurzy nigdy nie zaakceptowali jednak zmiany: muzułmańskie sklepy są często czynne od 10 do 19 czasu oficjalnego. Gdy umawiamy się z Ujgurem z Urumczi na godz. 12, musimy być na miejscu spotkania dwie godziny później niż w przypadku spotkania z jego chińskim sąsiadem. Jednolity czas dla całej ChRL doprowadził także do innego absurdu: wystarczyłoby przekroczyć granicę z sąsiednim Afganistanem, aby naraz musieć cofnąć wskazówki o 3,5 godziny.