Historia sprzed szatni Torwaru. Jest piątek 11 grudnia, za kilkadziesiąt minut ma się odbyć walka Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem warta ćwierć miliona złotych.
Lwią część pieniędzy ma skasować ten pierwszy. Właśnie wychodzi na korytarz, jest mocno podenerwowany. Jednak nie samą walką. Ta wydaje się w tej chwili nie mieć żadnego znaczenia. Pudzian, ulubieniec Polaków, chce wzywać policję. Okazuje się, że przed halą ktoś handluje szalikami z przydomkiem mistrza świata strongmenów. – Mówił: „Nie po to zastrzegłem ten symbol, żeby teraz mnie okradano”. To pokazuje jego stosunek do walki. On nie odreagowywał w ten sposób stresu przed pojedynkiem, tylko w logiczny do bólu sposób reagował na zaistniałą sytuację – opowiada nam świadek zdarzenia.
Dba o swoje
O tym, że Pudzianowski potrafi zadbać o swoje interesy, przekonał się również reporter Dziennika Gazety Prawnej. Kiedy zadzwoniliśmy do Barbary Demczuk, osoby odpowiedzialnej za kontakty siłacza z mediami, usłyszeliśmy, że możemy przeprowadzić wywiad, ale po uiszczeniu kosztów przyjazdu mistrza.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.