ROBERT PIĄTEK: Jak duże znaczenie ma sobotni mecz z Irlandią Północną dla eliminacji mistrzostw świata?
JAN TOMASZEWSKI: Jest nie tylko ważny, ale po prostu musi być na sto procent wygrany! Podobnie jak następny mecz ze Słowenią. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że musimy wygrać obydwa najbliższe mecze. Choć ranking FIFA stanowi inaczej, to obydwie ekipy są dużo słabsze od naszej. Irlandczykom trzeba szybko strzelić dwa gole, a potem spokojnie kontrolować grę i oszczędzać siły. Bo mimo wszystko Słowenia jest trudniejszym rywalem, zwłaszcza że będzie grała u siebie.
A co będzie, jeśli stracimy punkty w Chorzowie lub w Mariborze?
Wtedy październikowy dwumecz z Czechosłowacją, czyli Czechami i Słowakami, będzie o nic. Ale w ogóle nie biorę takiej ewentualności pod uwagę. To byłby ogromny blamaż. Przecież tak słabej grupy eliminacyjnej nie mieliśmy od lat. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jeśli nie zakwalifikujemy się do mistrzostw świata. Jeśli tak by się stało, to Leo Beenhakker natychmiast powinien zostać deportowany, a ktoś inny powinien zacząć budować nową drużynę.
Z obecnym dorobkiem punktowym nie jesteśmy jednak faworytami do awansu.
Dlaczego? Jedyny ciężki mecz, jaki nas czeka, to z Czechami. Oczywiście jest niebezpieczeństwo, że ta drużyna się odrodzi, ale nie daj Boże, żeby miało to się zdarzyć już teraz. Wystarczy nie dać się Czechom i pokonać trzech słabszych przeciwników.