"Jestem zaskoczony nawet taką twardością tego wystąpienia. Było twardo i zdecydowanie" - powiedział Malicki PAP. Jak dodał, sądził, że będzie inaczej po dwutygodniowej - jak to ujął - "kanonadzie", czyli kampanii propagandowej w Rosji, dotyczącej prawdy historycznej o wybuchu II wojnie światowej oraz po liście Władimira Putina opublikowanym w "Gazecie Wyborczej", już zawierającym "elementy łagodzące".
Malicki zwrócił uwagę, że co prawda Władimir Putin uznał datę 1 września 1939 roku za dzień wybuchu II wojny światowej (w Rosji przez długi czas kwestionowano tę datę), ale mówił praktycznie wyłącznie o ofiarach radzieckich i w ogóle nie wspomniał o polskich, poza ogólnym stwierdzeniem dotyczącym ofiar wojny.
Malicki za "bardzo ostry" uznał ten fragment wystąpienia premiera Rosji, w którym - wspominając o tym, iż Zjazd Deputowanych Ludowych Federacji Rosyjskiej potępił pakt Ribbentrop-Mołotow - Władimir Putin domagał się, "żeby inne kraje zrobiły to samo ze swoimi paktami".
"A okazało się, że w ogóle żadna sprawa nie została koncyliacyjnie podana"
"To jest bardzo ostre" - ocenił historyk. Dodał, że Polakom nie chodzi o pakt Ribbentrop-Mołotow jako dokument, ale o protokoły tajne, które - jak powiedział - oznaczały rozbiór Polski i zajęcie połowy Europy.
Proszony o podsumowanie wtorkowych obchodów wybuchu II wojny światowej i charakter politycznych wystąpień w czasie uroczystości powiedział, że o wnioskach bardzo trudno jest mówić. Podał przykład konferencji prasowej premierów Polski i Rosji, która, jego zdaniem, "była zupełnie inna", a i wystąpienie Putina wówczas uznał za "raczej typu koncyliacyjnego".
"Ale nie sposób z tego wysnuć wniosków. Osobiście sądziłem, że ciężka kanonada służy temu, żeby zakończyć ją miękko, żeby wyszły z tego w miarę ładne, delikatne słowa. A okazało się, że w ogóle żadna sprawa nie została koncyliacyjnie podana" - uważa historyk.