Dzisiaj elektorzy oficjalnie wybiorą Joego Bidena na 46. prezydenta USA.
Reklama
W piątek federalny Sąd Najwyższy odrzucił pozew złożony przez władze stanu Teksas przeciwko Georgii, Pensylwanii, Wisconsin i Michigan, by nie uwzględniać wyników wyborów z czterech stanów, co mogłoby w konsekwencji pozbawić Joego Bidena wystarczających do zwycięstwa głosów elektorskich. Do pozwu Teksasu jako tzw. amici curiae, czyli przyjaciele sądu, dołączyły się ze swoją przychylną wobec niego opinią władze 17 stanów zdominowanych przez republikanów.
Sędziowie SN wydali jednomyślną opinię. Napisano w niej, że Teksas nie przedstawił wystarczających dowodów na to, by zakwestionować wyniki z Georgii i trzech stanów Środkowego Zachodu oraz „nie wykazał podstaw prawnych do tego, by zainteresować Sąd Najwyższy tym, w jaki sposób inne stany przeprowadzają swoje wybory”.
Wspomniany pozew był i tak grą va banque wobec tego, że w zasadzie wszyscy poza Donaldem Trumpem i garstką jego najbardziej gorliwych wyznawców jak gubernator Teksasu Greg Abbott uznali zwycięstwo Bidena, a prezydent elekt przygotowuje się do przejęcia władzy 20 stycznia 2021 r. i buduje swój gabinet. Do decyzji dziewięciorga Donald Trump odniósł się w serii tweetów. Nie kryje rozczarowania. „Sąd Najwyższy naprawdę nas zawiódł. Bez mądrości, bez odwagi!” – napisał. W kolejnym stwierdził, że wygrał te wybory. „Ale pamiętajcie, że myślę tylko o głosach oddanych legalnie, nie o wszystkich fałszywych wyborcach i oszustwach, które cudem napłynęły po głosowaniu! Co za hańba!” – dodał. Jednocześnie administratorzy Twittera każdą wypowiedź urzędującego prezydenta, w jakiej kwestionował procedury i wynik wyborów, opatrzyły komentarzem, że nie ma podstaw, by sądzić, że głosowanie zostało sfałszowane.
W związku z tym, że wyczerpały się wszystkie drogi prawne do zakwestionowania wyników wyborów prezydenckich, dzisiaj w stolicach wszystkich 50 stanów oraz w stołecznym Waszyngtonie zbiorą się wybrani przez obywateli 3 listopada elektorzy i zatwierdzą wybór demokraty na 46. prezydenta USA. Zgodnie z procedurami 6 stycznia wszystkie głosy zliczy jeszcze Kongres i w ten sposób dokona ostatecznej certyfikacji tegorocznej elekcji. Biden zdobył 306 głosów elektorskich, a Donald Trump 232.
Urzędujący prezydent zakwestionował też w weekendowych tweetach lojalność części członków swojego stronnictwa. „Kto jest gorszym gubernatorem – Brian Kemp z Georgii czy Doug Ducey z Arizony? To dwaj republikanie z RINO (Republicans in name only – republikanie tylko z nazwy – red.), którzy walczyli przeciwko mnie i Partii Republikańskiej mocniej niż jakikolwiek demokrata. Pozwalali łatwo ukraść demokratom stany, które wygrałem. Nigdy o tym nie zapomnijcie” – zwrócił się do swoich zwolenników. Jednocześnie sobotę w kilkunastu stanach odbyły się wiece zwolenników Trumpa. W Waszyngtonie do demonstrantów, zbierających się pod hasłem „Stop kradzieży”, dołączyli członkowie skrajnie prawicowej organizacji Proud Boy, ubrani w charakterystyczne dla nich żółto-czarne barwy. Wielu miało też na sobie kamizelki kuloodporne. W pewnym momencie na wiecu padło hasło: „Zniszczyć Partię Republikańską!”. Trumpiści przekonują, że establishmentowe stronnictwo na prawicy zawiodło i że trzeba stworzyć wokół odchodzącego prezydenta nowy ruch.