Reklama

W niedzielę ambasadorzy kilkudziesięciu krajów w Polsce wyrazili w liście otwartym poparcie dla wysiłków na rzecz podniesienia świadomości społecznej na temat problemów dotykających m.in. społeczności gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) w Polsce. Sporządzanie listu koordynowała Ambasada Królestwa Belgii w Polsce; poinformowała o nim w niedzielę na Twitterze ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher.

"+Prawa człowieka to nie ideologia+. Silny, jednoznaczny głos 50 ambasadorów w tym ambasador USA. Tak oto Kaczyński roztrwonił dziedzictwo „Solidarności” lat 80 i przemian okrągłego stołu. Z kraju wzorca obywatelskich swobód staliśmy się krajem na cenzurowanym" - napisał na Twitterze Budka.

Do sprawy listu odniósł się także na Twitterze inny polityk Platformy, Grzegorz Schetyna. Podkreślił, że jego zdaniem list 50 ambasadorów "pokazuje, że cyniczna i wyrachowana nagonka rządzących niszczy nasze wewnętrzne relacje, jak i pozycję zagranicą". "Za te bezmyślne działania pisowskiej kasty zapłacą wszyscy Polacy i nasza gospodarka. Fatalna wiadomość wobec nadchodzącej recesji" - ocenił Schetyna we wpisie.

W liście wskazano, że pomimo odwołania tegorocznej Warszawskiej Parady Równości ze względu na uwarunkowania epidemiologiczne, jego sygnatariusze chcą wyrazić "poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów, jakie dotykają społeczność gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) oraz innych mniejszości w Polsce stojących przed podobnymi wyzwaniami". Ambasadorzy napisali, że chcą także wyrazić uznanie dla podobnych starań podejmowanych w innych miastach Polski.

"Uznajemy przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej, jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans" - napisano w liście. Ambasadorzy dodali, że aby to umożliwić, "a w szczególności aby bronić społeczności wymagających ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści, musimy wspólnie pracować na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji".

"Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać" - podkreślono.

W poniedziałek szef kancelarii premiera Michał Dworczyk, odnosząc się do listu ocenił, że to list otwarty, który nie został skierowany do rządu, "a podpisanie się pod nim ma raczej charakter ideologiczno-politycznego eventu, a nie formalnego wystąpienia dyplomatów".

Jak zaznaczył, w liście tym zawarte są z jednej strony ogólnie słuszne tezy, np. o równości wobec prawa, pod którymi podpisałby się każdy. "Natomiast też wszelkiego rodzaju supozycje, które mogłyby wypływać, czy też pojawiają się przy okazji tego listu na temat tego, że w Polsce jest jakiś problem i osoby, które reprezentują środowisko LGBT, mają jakieś kłopoty, to jest po prostu teza nieprawdziwa" - dodał.

List skomentował również na antenie TVP Info w poniedziałek szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski: "MSZ powinno wytłumaczyć ambasadorom, że prawo jest równe wobec wszystkich osób i nikogo nie traktuje się szczególnie, ale też nikogo się nie wyklucza".

Do listu odniósł się także w Programie Pierwszym Polskiego Radia szef MSZ Zbigniew Rau. Powiedział, że "trudno się nie zgodzić, że stoimy na gruncie obrony praw człowieka" i że "gwarantuje to konstytucja i praktyka polityczna". (PAP)

autorka: Wiktoria Nicałek