Przedwczesne luzowanie obostrzeń to prosta droga do powrotu zarazy. Ale liderzy niektórych krajów przekonują, że innego wyjścia nie ma.
Doskonałym przykładem jest Iran, gdzie druga fala zakażeń stała się już tak silna jak pierwsza. W kraju odnotowuje się obecnie ok. 3 tys. nowych przypadków infekcji koronawirusem dziennie, czyli tyle, ile w szczycie pandemii pod koniec marca (część ekspertów kwestionuje jednak rzetelność irańskich danych, uważając, że są zaniżone). Pomimo tego Teheran kontynuuje rozmrażanie gospodarki. W kwietniu rząd zezwolił na otwarcie bazarów i targowisk, w maju otwarto restauracje, teraz do pracy wrócili urzędnicy, czynne są baseny i siłownie. Wierni znów mogą zbierać się w meczetach.
Tam, gdzie wirus trzyma się wyjątkowo mocno – np. w leżących na południowym zachodzie kraju Sistanie i Beludżystanie – zmiany wprowadzane są wolniej. Ich kierunek został już jednak wyznaczony i władze apelują do Irańczyków, aby przystosowali się do nowej rzeczywistości. – Musimy przygotować się, że w przyszłości życie z zarazą stanie się normalne – stwierdził pod koniec maja prezydent kraju Hasan Rouhani.