Reklama

Pytany o kolejne doniesienia mediów na temat Smolenkowa, rzecznik Kremla ponownie potwierdził, że urzędnik ten pracował w administracji (kancelarii) prezydenta Rosji. "Tak, rzeczywiście został zwolniony i rzeczywiście nie zaliczał się do kategorii wyższych rangą osób urzędowych" - powiedział Pieskow. Kwestię dostępu do dokumentów służb specjalnych skomentował słowami: "tego potwierdzić nie mogę". Oznajmił także, że nie wie dokładnie, ile lat Smolenkow pracował na Kremlu, ale "kilka lat pracował na pewno".

Rzecznik Putina skomentował też w środę dymisję doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona. W ocenie Kremla obecność jakiejś osoby na stanowisku, bądź też dymisja - nawet jeśli chodzi o urzędnika tak wysokiej rangi - nie może wpłynąć w zasadniczy sposób na wizje amerykańskiej polityki zagranicznej.

"Nadal - o czym prezydent Putin mówił nie raz - jesteśmy nastawieni na poszukiwanie wyjścia z tej opłakanej sytuacji, w jakiej znajdują się nasze stosunki dwustronne. Jednak szukać tego wyjścia nie możemy w pojedynkę, to można robić tylko obopólnie. Mamy nadzieję na taką wzajemność i na to, że prędzej czy później zostanie przejawiona taka wola polityczna" - powiedział Pieskow.

Media amerykańskie poinformowały w ostatnich dniach, że USA w 2017 r. ewakuowały z Rosji jednego ze swoich agentów, mającego dostęp do najwyższych szczebli Kremla. Dziennik "Kommiersant" podał w poniedziałek, że mogło chodzić o Smolenkowa, współpracownika Jurija Uszakowa z czasów, gdy ten ostatni był ambasadorem Rosji w Waszyngtonie. Uszakow jest od 2012 roku doradcą Putina ds. polityki zagranicznej.

Z kolei przedstawiciele administracji prezydenta USA Donalda Trumpa skrytykowali doniesienia mediów o wywiezionym z Rosji szpiegu.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)