Reklama

Przywódcy państw i rządów krajów UE mimo 19 godzin rozmów nie zdołali wypracować na szczycie w Brukseli porozumienia w sprawie podziału unijnych stanowisk. Problemem nie do przezwyciężenia na tym etapie okazała się kandydatura socjalisty Fransa Timmermansa na przewodniczącego Komisji Europejskiej. Głośno sprzeciwiła się jej m.in. Grupa Wyszehradzka. Przeciwko oddaniu szefostwa Komisji socjalistom byli dodatkowo liderzy krajów należących do Europejskiej Partii Ludowej - poza kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Obrady rrozpoczętego w niedzielę po południu szczytu UE mają być kontynuowane we wtorek.

Pytany w TVP Info, kto z osób wymienianych w kontekście objęcia funkcji przewodniczącego Komisji Europejskiej byłby najbardziej optymalny dla Polski, Saryusz-Wolski odparł, że musiałby to być kandydat, który byłby do zaakceptowania dla trzech, a nie tylko dla dwóch frakcji. "Traktat mówi, że ta nominacja ma odpowiadać wynikowi wyborów. Socjaliści spadli w wyborach, wzrosła prawica, a wybór ma być przechylony w lewo, więc trzeba wrócić do intencji i ducha traktatu i wybrać kogoś, kto by odzwierciedlał (tę sytuację)" - mówił Saryusz-Wolski.

Jego zdaniem nowym szefem KE powinien być ktoś, kto "ma poparcie od centrolewicy po centroprawicę, w tym Europejskich Konserwatystów i Reformatorów".

"Tym środkiem jest raczej Europejska Partia Ludowa, tylko już nie Manfred Weber, a ktoś na jego miejsce i tym kimś mógłby być np. (...) Michel Barnier, Francuz, który jest z Europejskiej Partii Ludowej, może mieć poparcie Emmanuela Macrona podobno - chociaż to inna partia polityczna - i mógłby się również dogadać z tą częścią sceny politycznej na prawo od Europejskiej Partii Ludowej" - uważa europoseł.

Źródła unijne nie wykluczają, że jeśli we wtorek na szczycie zabraknie kompromisu, możliwe jest głosowanie w sprawie najwyższych stanowisk. Jak dodały, może się też odbyć ich kilka w przypadku różnych wariantów propozycji.

Do wyłonienia kandydata na szefa Komisji Europejskiej nie potrzeba w Radzie Europejskiej jednomyślności, lecz większości kwalifikowanej. Oznacza to, że "za" musi być co najmniej 21 krajów. Do blokady potrzeba z kolei co najmniej ośmiu państw. Za musi być co najmniej 72 proc. krajów członkowskich, reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności Unii.(PAP)