Na czerwcowym szczycie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Singapurze przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un wyraził gotowość do „całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego” w zamian za gwarancje bezpieczeństwa dla swojego kraju. Od tamtej pory obie strony prowadzą negocjacje, by skonkretyzować te zapowiedzi i ustalić konkretny harmonogram likwidacji północnokoreańskiego programu jądrowego.

W czwartkowym komentarzu KCNA dokonuje interpretacji wyrażenia „całkowita denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego”. Według obserwatorów odmienne rozumienie tego niejasno zdefiniowanego terminu przez Pjongjang i Waszyngton od lat uniemożliwiało porozumienie i doprowadziło do obecnego impasu w rokowaniach.

„Kiedy mówimy o +denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego+, oznacza to nie tylko usunięcie wszelkich źródeł zagrożenia nuklearnego z Korei Północnej i Korei Południowej, ale również z okolicznych obszarów” - oceniła północnokoreańska agencja prasowa.

Reklama

„Denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego powinna być zdefiniowana jako +całkowite usunięcie zagrożenia nuklearnego wobec Korei, zanim będzie ona mogła zlikwidować swoje własne środki odstraszania nuklearnego+” - napisała KCNA, kontrolowana przez północnokoreańskie władze.

Mimo tak bezpośredniego stwierdzenia przebywający z wizytą w Seulu specjalny wysłannik USA do Korei Płn. Stephen Biegun wyraził optymizm w sprawie wysiłków dyplomatycznych na rzecz denuklearyzacji, zakończenia waśni i pojednania. Nie poruszył tematu komentarza KCNA, ale zadeklarował, że Waszyngtonowi zależy na kontynuowaniu rozmów z Pjongjangiem.

Reklama

Optymizm wyrażał w piątek również doradca prezydenta Korei Płd. do spraw bezpieczeństwa narodowego Czung Uj Jong. „Proces denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego zaczął już wchodzić w etap bez odwrotu (…). Korea Północna również wierzy, że ten proces nie może być odwrócony” - powiedział dziennikarzom.

Urzędnik pałacu prezydenckiego w Seulu wyjaśnił później, że wypowiedź Czunga dotyczyła kroków poczynionych już przez Pjongjang, które byłyby fizycznie trudne do odwrócenia - podała agencja Yonhap. Niewymieniony z nazwiska urzędnik podkreślił jednak, że kroki te wciąż nie zostały zweryfikowane przez społeczność międzynarodową.

W przeszłości Pjongjang twierdził, że może rozważyć likwidację arsenału nuklearnego, jeśli USA wycofają swoje wojska z Korei Płd. i przestaną obejmować ten kraj oraz Japonię tzw. parasolem nuklearnym, czyli gwarancją odpowiedzi nuklearnej w razie ataku jądrowego na którekolwiek z tych państw. Odpowiedź taką umożliwiają amerykańskie okręty podwodne i bombowce, rozmieszczone w pobliżu wybrzeży Korei Południowej i Japonii.

Piszący o sprawie w piątek amerykański dziennik „New York Times” ocenił komentarz KCNA jako dowód na to, że Pjongjang nie zmienił swojego stanowiska w tej sprawie mimo czerwcowego szczytu w Singapurze.

We wrześniu podczas spotkania z prezydentem Korei Płd. Mun Dze Inem północnokoreański przywódca zapowiedział konkretne kroki w kierunku denuklearyzacji, ale uzależnił je od „proporcjonalnych działań” USA. W podpisanej wówczas deklaracji nie sprecyzowano, o jakie działania chodzi.

Pjongjang domaga się również zniesienia międzynarodowych sankcji gospodarczych, nałożonych na niego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ za zbrojenia. Waszyngton wyklucza jednak jakiekolwiek ustępstwa i zapowiada kontynuację polityki „maksymalnej presji”, dopóki nie zostaną podjęte kroki do „całkowitej, możliwej do zweryfikowania i nieodwracalnej denuklearyzacji” Korei Płn.

Prominentny południowokoreański think tank Instytut Studiów Politycznych Asan ocenił w tym tygodniu, że w nadchodzącym roku Waszyngton i Pjongjang będą dalej prowadzić negocjacje w sprawie denuklearyzacji Korei Płn., ale nie należy spodziewać się ani znaczących postępów, ani zerwania rozmów.

Prezydent Trump informował wcześniej, że spodziewa się, iż jego drugie spotkanie z przywódcą Korei Płn. odbędzie się w styczniu lub lutym 2019 roku. Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo powiedział w czwartek, że drugi szczyt Trump-Kim może się odbyć tuż po Nowym Roku, ale zaznaczył, że rozmowy na temat organizacji spotkania nadal trwają.

Andrzej Borowiak (PAP)