Wszystko co uczyniłem w tych sprawach, o które sąd mnie pyta i będzie pytał uczyniłem w dyskusji politycznej, takie mam zdanie o Jarosławie Kaczyńskim; wszystko podtrzymuję i będę dalej to robił - mówił w czwartek b. prezydent Lech Wałęsa przed gdańskim sądem.
Reklama

B. prezydent oraz prezes PiS stawili się w czwartek w Sądzie Okręgowym w Gdańsku na rozprawę w procesie o ochronę dóbr osobistych z powództwa Kaczyńskiego przeciwko Wałęsie, który rozpoczął się w marcu. Sprawa dotyczy m.in. wypowiedzi byłego prezydenta, że szef PiS jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską oraz zarzutów, że Kaczyński wydał polecenia "wrobienia" go, przypisania mu współpracy z organami bezpieczeństwa PRL.

Sędzia zapytała Wałęsę na jakiej podstawie "wysnuwał w tych wypowiedziach swoich na Facebooku oraz w wypowiedziach wobec dziennikarzy, że to właśnie pan powód Jarosław Kaczyński w ostatniej telefonicznej rozmowie z bratem kazał mu doprowadzić do lądowania w Smoleńsku". "Wysoki sądzie, wszystko co uczyniłem w tych sprawach, o których sąd mnie pyta teraz i będzie pytał, uczyniłem to w dyskusji politycznej. Takie mam zdanie o Jarosławie Kaczyńskim" - oświadczył b. prezydent. "Wszystko podtrzymuję i będę dalej to robił" - dodał.

Sędzia dopytywała jednak na jakiej podstawie Wałęsa stwierdził, że powód "inspirował decyzję w przedmiocie lądowania". Wałęsa mówił w odpowiedzi, że z Kaczyńskim zna się wiele lat, był też prezydentem, więc zna sposób podejmowanie decyzji w takich sprawach. "I przez te wiele lat decyzji żadnych większych Lech Kaczyński nie podjął bez dyskusji, bez uzgodnienia z Jarosławem. Żadnych" - powiedział Wałęsa.

Odnosząc się do lotu z 10 kwietnia 2010 r. i ostatniej rozmowy telefonicznej pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim i Lechem Kaczyńskim, b. prezydent stwierdził, że "nie rozmawiano o babci zdrowiu". "W mojej ocenie nie może tak być, że tutaj żołnierze nie wiedzą co mają zrobić, a oni rozmawiają o kotkach" - mówił. "Tam była rozmowa między załogą, która zawsze, zawsze, kiedy były jakieś skomplikowane sytuacje, zawsze przychodziła do prezydenta i mówiła co się dzieje i prosiła jaka ma być decyzja. Zawsze" - podkreślił Wałęsa.

Dopytywany, czy kiedy sam pełnił funkcję prezydenta miał podobne sytuacje odparł, że "takich decyzji było dużo".

"Na bazie znajomości tych ludzi i na bazie znajomości podejmowania decyzji jestem przekonany, że tak było, że po mojej stronie jest prawda. Że ta decyzja była źle podjęta przez nich" - mówił b. prezydent. Jak dodał, "sam wylot był nieodpowiedzialny, sam wyjazd był nieodpowiedzialny, i lądowanie było nieodpowiedzialne". "Nikt o zdrowym zmyśle, umyśle nie podjąłby takich decyzji nieodpowiedzialnych" - powiedział Wałęsa.

Sędzia pytała również Wałęsę skąd jego przekonanie, że istnieją taśmy z nagraniem rozmowy Jarosława i Lecha Kaczyńskich. "Nie przypuszczam, aby mimo wszystko, mimo kiepskich ocen tej ekipy, żebyśmy nie byli gdzieś tam podsłuchiwani. Te taśmy muszą być" - odparł Wałęsa. "Jeszcze długo będziemy czekać aż ta taśma +wyjdzie+, ale ona +wyjdzie+ prędzej czy później" - dodał b. prezydent. (PAP)

autor: Rafał Białkowski

rbk/ rop/ mok/