L. Kaczyński chce obsadzić swoimi ludźmi ambasady na Wschodzie

12 marca 2009

Lech Kaczyński ma plan obsadzenia swoimi ludźmi trzech ambasad najważniejszych dla jego zagranicznych ambicji - w Kijowie, Moskwie i Wilnie - pisze "Gazeta Wyborcza".

Te trzy ambasadorskie fotele zwalniają się niebawem. Kijów opuści ambasador Jacek Kluczkowski. Za pół roku kończy się kadencja Jerzego Bahra, ambasadora w Moskwie od 2006 r. Niedługo wróci też ambasador RP w Wilnie Janusz Skolimowski.

Prezydent zawsze uważał Wschód za swoją domenę. Kilka razy zaskakiwał rząd Donalda Tuska wschodnimi inicjatywami. W sierpniu 2008 r., gdy rosyjskie czołgi wtargnęły do Gruzji, zorganizował słynny wyjazd do Tbilisi na wiec z prezydentami Litwy, Ukrainy i Estonii oraz premierem Łotwy. Premier i szef MSZ nie byli zadowoleni z tej eskapady.

Prezydencka wizja polityki wschodniej różni się od koncepcji szefa MSZ oraz premiera

Prezydencka wizja polityki wschodniej zasadniczo różni się od koncepcji szefa MSZ Radosława Sikorskiego oraz premiera. Kaczyński jest zwolennikiem twardej linii wobec Moskwy i bezwzględnego popierania zachodnich ambicji Ukrainy i Gruzji. Rząd zaś próbuje rozmawiać z Rosją. I choć popiera NATO-wskie aspiracje Kijowa i Tbilisi, nakłania też tamtejsze rządy do reform.

Dyplomaci, z którymi rozmawiała "GW", twierdzą, że jeśli prezydent zdoła obsadzić trzy placówki, będzie realnie decydował o polskiej polityce wschodniej. Lech Kaczyński takie ambicje ma, ale brak mu ludzi.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.