"Dziennik" ustalił, że do spotkania między wpływowym Samim ul- Haqiem - nazywanym również "ojcem talibów" - i dwoma Polakami doszło w Islamabadzie z inicjatywy Polaków. Działo się to miesiąc lub dwa przed morderstwem inżyniera. Jedna z tych osób przedstawiała się jako reprezentant prezydenta Polski, druga była pracownikiem ambasady.
Przy spotkaniu nie było żadnych Pakistańczyków. Wkrótce potem Sami ul-Haq rozmawiał z prezydentem i premierem Pakistanu. Władze tego kraju nie chciały jednak iść na żaden kompromis. Odmówiły zwolnienia dwóch mało znaczących więźniów, co zadowoliłoby porywaczy. W takiej sytuacji autorytet ul-Haqa nie wystarczył.
Teraz ludzie Haqa starają się o odzyskanie ciała zamordowanego inżyniera, pisze "Dziennik".