Chociaż relacje Polski i Francji nie były ostatnio najlepsze, to wspólne interesy mogą doprowadzić do zbliżenia
Reklama
Protokół rozbieżności pomiędzy naszymi państwami pozostaje znaczny. Głównie w polityce europejskiej. Plany obecnego prezydenta Emmanuela Macrona odnośnie do integracji strefy euro zdaniem Warszawy grożą podziałami w Unii. Nad Wisłą entuzjazmu nie budzi też poszerzanie unijnej współpracy wojskowej. W Polsce nie przyjęto dobrze również – forsowanej nad Sekwaną – nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Z kolei francuscy politycy nie szczędzili słów krytyki polskiej reformie sądownictwa.
Pomimo tego oba kraje na forum unijnym mają też wiele wspólnego. Zarówno Polska, jak i Francja są beneficjentami wspólnej polityki rolnej, co czyni z nas naturalnych sojuszników w negocjacjach budżetowych (nawet jeśli na początku roku pojawiły się plotki, że Paryż jest gotów ustąpić w kwestii środków na rolnictwo w zamian za realizację innych postulatów). Co więcej, Francuzi chcieliby bardziej ambitnego, a przez to większego budżetu UE – postulat, z którym zgadza się polski rząd. Nawet jeśli wciąż będziemy beneficjentem – w związku z czym relatywnie łatwo jest się nam zgodzić na ten postulat – to w tej walce francuska dyplomacja będzie potrzebowała każdego sojusznika.
Tym bardziej, że przeciw propozycjom zwiększenia unijnego budżetu głośno wypowiada się koalicja państw Północy pod wodzą Holandii, zwana przez niektórych „Nową Hanzą”, z holenderskim premierem Markiem Ruttem na czele. Jeszcze przed wyborami w ub.r. szef rządu w Hadze głośno mówił o tym, że lekarstwem na bolączki Europy niekoniecznie jest słowo „więcej”, czy to w odniesieniu do integracji, czy środków finansowych.
Paryż potrzebuje sojusznika z grona średnich państw i biorąc pod uwagę, że Włochy i Hiszpania są skupione na problemach wewnętrznych, Polska doskonale do tej roli pasuje – mówi Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych. Dodaje, że z tego względu z perspektywy Paryża zyskuje również inicjatywa Trójkąta Weimarskiego, nieco ostatnimi czasy zwiędła. Warszawa w tej konstelacji jest nie tylko pewną przeciwwagą dla Berlina, ale także cennym sojusznikiem – bo prościej umówić się na coś w gronie trzech państw niż 27.
Na razie z obydwu stron padają sygnały świadczące o chęci ocieplenia wzajemnych stosunków. W lutym do Polski przybył z wizytą przewodniczący francuskiego senatu Gerard Larcher, aby rozmawiać m.in. o zakupie łodzi podwodnych. W wywiadzie dla DGP francuski polityk stwierdził, że Paryż powinien wzmocnić relacje z Polską. – Taką notę po mojej wizycie w Polsce przygotowałem dla naszego prezydenta – deklarował Larcher.
To właśnie kwestie związane z bezpieczeństwem mogą najmocniej zbliżyć oba kraje. Po wyjściu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii Francja pozostanie jedynym atomowym mocarstwem we Wspólnocie. Co więcej, jest to kraj, który w swojej polityce zawsze kładł wyjątkowo duży nacisk na samodzielność operacyjną, czego świadectwem są liczne misje francuskiej armii we francuskojęzycznych krajach Afryki. Paryż docenia więc partnerów z silną armią, zwłaszcza w kontekście zagrożenia ze strony Rosji. Zbliżeniu sprzyja również każdy wrogi ruch ze strony Rosji, jak w przypadku otrucia Siergieja Skripala.
Z kolei przed świętami ciepło o francusko-polskich stosunkach wypowiadał się dla „Rzeczpospolitej” François Hollande, deklarując, że zawsze bardzo bliska mu była idea Trójkąta Weimarskiego.