Śmierć dziennikarza Jána Kuciaka wstrząsnęła naszymi południowymi sąsiadami. Co takiego odkrył, że musiał zginąć?
magazyn-na-serwisy / Dziennik Gazeta Prawna
Tragedia już zbiera żniwo wśród bohaterów śledztwa Kuciaka. Do dymisji podali się asystentka premiera Mária Trošková oraz szef Rady Bezpieczeństwa Państwa Viliam Jasaň. W czwartek policja dokonała kilku zatrzymań, w tym opisywanego przez Kuciaka biznesmena z Włoch Antonina Vadali. Do dymisji podał się również minister kultury Marek Maďarič, którego nazwisko nie przewija się jednak w sprawie Kuciaka. Zrobił tak – jak przekonuje – w geście solidarności z zamordowanym.
Przy ciele dziennikarza znaleziono pociski. Według słowackiego dziennika „Pravda” to znak wykorzystywany przy zabójstwach na zlecenie. Ostrzeżenie dla innych: to może czekać każdego, kto będzie się wtrącał w nie swoje sprawy. Policja nie potwierdza tej interpretacji, jednak przyznała ochronę kilkorgu dziennikarzom, w tym jednej z czeskich współpracowniczek Kuciaka.
Reklama
To kolejne zabójstwo dziennikarza śledczego, który zajmował się m.in. oszustwami podatkowymi, a także opisywał niejasne powiązania władzy ze światem nielegalnego biznesu. Pół roku temu zginęła maltańska dziennikarka śledcza Daphne Caruana Galizia, która ujawniła dane z tak zwanych Panama Papers (którymi zresztą również zajmował się Kuciak). Chodzi o dokumenty opisujące proces lokowania środków finansowych w różnych rajach podatkowych.

Reklama
Egzekucja
O samym zabójstwie wiemy niewiele. Ciało Jána Kuciaka policja znalazła w niedzielę wieczorem w jego domu w Velkej Mačy, dwie godziny drogi na wschód od Bratysławy. Policję powiadomiła zaniepokojona matka narzeczonej Kuciaka, Martiny. Nie mogła się skontaktować z córką od czwartku. W końcu po czterech dniach zadzwoniła na posterunek. Wysłany do domu dziennikarza patrol znalazł zwłoki. Kuciak zginął od strzału w pierś. Jego partnerka, która prawdopodobnie próbowała uciekać, została postrzelona w głowę. Szef policji podczas konferencji prasowej przyznawał, że wyglądało to na egzekucję. – To było morderstwo z premedytacją, żadna zbrodnia w afekcie czy wynik kłótni – tłumaczył. Powodem najprawdopodobniej była praca dziennikarza i tematy, którymi się zajmował.
We wtorek w nocy portal Aktuality.sk, dla którego pracował Kuciak, opublikował tekst, który dziennikarz pisał przez ostatnie 18 miesięcy we współpracy z Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), Investigative Reporting Project Italy oraz Czeskim Centrum Dziennikarstwa Śledczego. Dotyczył powiązania słowackich polityków z włoską mafią ‘Ndrangheta.
W całej historii pojawia się kilka nazwisk, w tym z samej wierchuszki słowackich władz, od premiera począwszy przez jego asystentkę po doradców i członków partii rządzącej SMER. Po publikacji kilka osób, których nazwiska pojawiły się w tekście, podało się do dymisji – jak mówią, do wyjaśnienia sprawy.
Asystentka
Kilka lat temu uwagę słowackich mediów, przede wszystkim tych bulwarowych, przykuła postać atrakcyjnej dziewczyny, która zaczęła pojawiać się regularnie w otoczeniu premiera. A to w 2014 r. była razem z Robertem Fico podczas wizyt w jednej z zawodówek, a to asystowała mu w trakcie odwiedzin w jednym z centrów rehabilitacyjnych, później – pod koniec 2016 r. – już oficjalnie występowała jako doradca rządowy podczas wizyty na Białorusi. To Mária Trošková, była finalistka Miss Universe z 2007 r. oraz fotomodelka z pism dla panów. – Bulwarówki interesowały się głównie tym aspektem. Ján Kuciak i ja, jak się okazało, w tym samym czasie, zaczęliśmy sprawdzać, dlaczego Trošková jest na tym stanowisku i skąd się tam wzięła – opowiadał w wywiadzie dla słowackiego dziennika „SME” dziennikarz tego pisma Adam Valček.
Zaintrygowała ich przede wszystkim jedna sprawa: w rejestrze działalności gospodarczej z łatwością można było znaleźć, że swego czasu współpracowała z niejakim Antonino Vadalą. Tymczasem po wrzuceniu w wyszukiwarkę jego nazwiska pojawiały się teksty o tym, że to osoba związana z przestępczą organizacją ‘Ndrangheta – mafią działającą na terenie Kalabrii, a przez Europol uznawaną za jedną z najsilniejszych organizacji przestępczych, mocniejszą i bardziej agresywną niż Cosa Nostra. Od sycylijskiej organizacji różni się strukturą – nie ma hierarchicznego systemu zarządzania, tylko klany rodowe, na czele których stoją ‘ndranghi, czyli mężni. ‘Ndrangheta ma wpływy na Malcie, lecz także w innych krajach europejskich, gdzie wpływa na działalność sądów, polityków czy miejskich urzędników. Według brytyjskiego „Guardiana” jej dochody przekraczają to, co zarabia McDonald’s czy Deutsche Bank. W 2013 r. przekroczyły one ponoć 53 mld euro, a mniej więcej trzy czwarte tego pochodzi z handlu narkotykami. Szacuje się, że działa w niej nawet 7 tys. osób.
Jak tłumaczył Adam Valček, dociekanie, na czym dokładnie polegały powiązania włosko-słowackie, nie było proste. Kuciak połączył siły z Czeskim Centrum Dziennikarstwa Śledczego i przy pomocy włoskich współpracowników zaczęli rozgryzać temat.
Włoska mafia
Ostatni tekst Jána Kuciaka opublikowany przez portal Aktuality.sk (a także w wersji angielskiej na stronach OCCPR) zaczyna się od opisu policyjnego pościgu za białym fiatem pandą we wschodniej Słowacji. Podczas kontroli okazało się, że w aucie prowadzonym przez Włocha Carmino Cinnantego odnaleziono drewnianą skrzynkę pełną broni i nabojów – między innymi czechosłowackich karabinów maszynowych ZB vz. 26. Kierowca dostał wyrok: dwa lata w zawieszeniu. W aktach z procesu został przez słowackich śledczych opisany jako przedsiębiorca działający w rolnictwie. Już wcześniej był sprawdzany przez włoską policję właśnie z powodu przemytu broni dla mafii. Z ich dokumentów wynikało, że Cinnante jest członkiem ‘Ndranghety.
Ludzi mafii przyciągnęła już w latach 90. wschodnia część Słowacji, zdecydowanie biedniejsza. Za czasów komunizmu działały tu słowackie PGR-y, w trakcie przekształceń własności stanowiące dobry teren do działalności nie zawsze w pełni zgodnej z prawem. Związani z organizacjami przestępczymi Włosi zaczęli tutaj zakładać firmy, otrzymywać dotacje, korzystać z funduszy unijnych oraz budować relacje z wpływowymi politykami, ze słowacką kancelarią premiera włącznie.
W tej grupie znalazł się również Antonino Vadala (Vadala i Cinnante to dwie z czterech rodzin, których kolebką jest ‘Ndrangheta, a które działają we wschodniej części kraju), z którym firmę w 2011 r. zakładała Mária Trošková. To pierwszy wykryty punkt styczności między włoską mafią a słowackim rządem.
Maria po raz drugi
Vadala, podobnie jak Cinnante, miał problemy z wymiarem sprawiedliwości we Włoszech i być może również dlatego drugą ojczyzną stała się dla niego Słowacja. W 2003 r. włoski sąd zarzucał mu (choć proces dotyczył nie tylko jego osoby), że pomagał ukrywać mafioza Domenica Venturę, skazanego za brutalny mord na członku konkurencyjnego gangu, a także pomagał mu w ucieczce przed urzędnikami. Policji udało się również przechwycić kilka rozmów telefonicznych pomiędzy Vadalą a bossem klanu Francesco Zindatem, w których omawiali szczegóły akcji. Ostatecznie Vadalę wypuszczono z braku dowodów. W innej sprawie sąd opisywał udział Vadali w akcji związanej z „ukaraniem” jednego z wrogów klanu.
Gdy na Półwyspie Apenińskim toczyły się śledztwa, Włoch zaczął rozwijać działalność gospodarczą na Słowacji. Interesowało go przede wszystkim rolnictwo, handel nieruchomościami i energetyka (zapowiadał m.in. budowę dwóch fabryk w jednym z parków technologicznych za 70 mln euro). Stał się również jedną z bardziej wpływowych postaci mniejszości włoskiej na Słowacji.
I właśnie z Vadalą w 2011 r. biznesową współpracę nawiązała Trošková. Po roku z odeszła i została asystentką posła partii SMER Viliama Jasaňa. Ponoć ktoś mu ją polecił w momencie, kiedy zrezygnowała jego dotychczasowa asystentka. Kariera Troškovej była bardzo szybka: po niecałym roku była już w kancelarii premiera. Co zaskakujące – w kolejnym przyszedł tam również Jasaň. Został mianowany przez premiera na szefa Rady Bezpieczeństwa Państwa oraz dyrektora biura. Jest jednym z bezpośrednich współpracowników szefa rządu, ma dostęp do wszystkich informacji i dokumentów, które są istotne dla bezpieczeństwa państwa, łącznie z tymi opatrzonymi klauzulą poufności.
Jak wykazuje Kuciak, również Jasaň miał powiązania z włoską mafią działającą na Słowacji. Wcześniej był właścicielem firmy Prodest. Biznes niedawno przejął nikt inny, jak Antonino Vadala z kolegami. Na dodatek syn Jasaňa prowadzi z Włochami spółkę joint venture. – To oznacza, że dwie osoby blisko związane z osobami oskarżanymi we Włoszech o związki z mafią mają bezpośredni dostęp do premiera kraju. Robert Fico wybrał ich osobiście – podsumowywał w swoim ostatnim artykule Kuciak.
Zaś Vadala i inni słowaccy Włosi, których związki z mafią zostały udowodnione, oficjalnie lobbowali w wyborach za partią SMER – uważając, że tylko dzięki temu Słowacja „znajdzie się w dobrych rękach”.
Kuciak opisuje również działanie innych mafiozów, którzy zajmują się wyłudzaniem dotacji unijnych głównie z tytułu subwencji należnych rolnikom. Działające od lat 90. rodziny Roda oraz Catroppa wykupywały ziemię, a ich majątek liczony jest w dziesiątkach milionów euro. Tylko w latach 2015 i 2016 otrzymały w dotacjach bezpośrednich ok. 8 mln euro. Kuciak opisywał także przypadki zastraszania konkurencji: na płocie jednej ze słowackich firm zawisła torba, w której znalazły się zapałki, pociski i wieniec żałobny. Sprawa, w którą zaplątany był jeden z krewnych Antonina, Sebastiano Vadala, trafiła do sądu, lecz została umorzona, choć prokurator przekonywał, że dowody w jednoznaczny sposób obciążały oskarżonego o szantaż. Znalazło się wśród nich nagranie wideo pobrane z kamer przemysłowych firmy, na którym uchwycono, jak Vadala grozi szefowi konkurencji.
Szemrany biznes
Zaraz po zabójstwie Kuciaka media wskazywały, że za zbrodnią może stać jeden z kontrowersyjnych biznesmenów Marián Kočner, którym od dawna zajmował się dziennikarz. Ostatni tekst, który opublikował jeszcze przed śmiercią, dotyczył historii oszustw podatkowych przy handlu nieruchomościami. Oprócz Kočnera pojawia się tam nazwisko ministra spraw wewnętrznych Roberta Kaliňáka i ponownie premiera Fico, który wynajmuje jeden z apartamentów będących przedmiotem afery. Mieszka tam, mimo że innemu z zamieszanych w sprawę biznesmenów, Ladislavovi Bašternákowi, udowodniono oszustwa podatkowe. Aby uniknąć postępowania karnego, Bašternák zwrócił niemal 2 mln euro niesłusznie pobranego zwrotu podatku, a władza przymknęła oko na sprawę.
W ubiegłym roku Kuciak złożył doniesienie na policję w sprawie gróźb, które miał otrzymywać od Kočnera. Jednak zdaniem ekspertów wypowiadających się w słowackich mediach jest mało prawdopodobne, żeby to on stał za zleceniem morderstwa. Kuciak zajmował się już tematem mafii i to powinien być trop dla policji. Tym bardziej że do morderstwa doszło tuż przed publikacją artykułu.
Pierwszy o powiązaniu zabójstwa Kuciaka z mafią mówił Tom Nicholson, kanadyjski dziennikarz śledczy, który przez kilkanaście lat pracował na Słowacji. Kilka dni przed śmiercią Kuciaka był z nim w kontakcie. Wymieniali się informacjami na temat włoskiej mafii i metod wyłudzania funduszy europejskich. W rozmowie z pismem „Dennik N” na pytanie, dlaczego ktokolwiek mógł uważać, że zabójstwo dziennikarza powstrzyma publikację tekstów, odpowiedział: „Ani mordercy, ani mafiozi nie należą do najmądrzejszych ludzi na świecie. To już widzieliśmy. Popełniają błędy”.
Wskazywany jest jeszcze jeden możliwy motyw: Kuciak był również na tropie słowackiej mafii sądowniczej (która miała brać pieniądze za wyroki korzystne dla klientów).
Nie odpuszczą
Sprawa Kuciaka może zatrząść słowacką polityką. Na razie zarzutom zaprzecza premier Fico, który publicznie bronił swojej asystentki. Zresztą wszyscy wymieniani w tekstach m.in. Kuciaka, w tym Trošková, odżegnują się od zarzutów. Jednak to może być dopiero początek, bo słowaccy politycy mają sporo za uszami: od mataczenia i opóźniania śledztwa przy wyżej opisanych oszustwach podatkowych, przez dziwne powiązania z podejrzanymi biznesmenami, po niejasności przy zdobywaniu pieniędzy na kampanię wyborczą (w przypadku wcześniejszych rządów).
Warto pamiętać, że zabójstwo Kuciaka to nie pierwszy taki przypadek na Słowacji. 10 lat temu zniknął inny słowacki dziennikarz Pavol Rýpal, który również zajmował się tematem oszustw podatkowych i mafią. Sprawy do tej pory nie wyjaśniono. Natomiast w Czechach w kwietniu 1992 r. zamordowany został Václav Dvořák (według policji zleceniodawcą mógł być biznesmen, na temat którego dziennikarz zbierał materiały). Znana jest także sprawa Sabiny Slonkovej – w 2002 r. policji udało się zapobiec zamachowi na jej życie. Pozbyć się jej chciał sekretarz generalny czeskiego ministerstwa spraw zagranicznych, a powodem był kompromitujący materiał, który przygotowywała na jego temat.
Jednoosobowe WikiLeaks
Śmierć Kuciaka to kolejny w ostatnich miesiącach zamach na dziennikarza.
W październiku ub.r. Europę obiegła informacja o śmierci maltańskiej dziennikarki Daphne Caruany Galizii. Zginęła podczas jazdy swoim samochodem. Wybuch bomby był tak silny, że wyrzucił jej pojazd na sąsiadujące z jezdnią pole. Portal Politico nazwał kiedyś Galizię „jednoosobowym WikiLeaks prowadzącym krucjatę przeciw nieprzejrzystości i korupcji na wyspie, która jest znana z obu tych rzeczy” (na marginesie: był to artykuł na temat 28 osób, które będą „kształtować, wstrząsać i szokować” Europę w 2017 r.; w tym gronie znalazł się również Jarosław Kaczyński). Swoje doniesienia publikowała na blogu „Running commentary”, gdzie nie oszczędzała nikogo: polityków, ich współpracowników, biznesmenów, majętnych mieszkańców Malty. Jej ostatni wpis kończył się stwierdzeniem: „Gdzie nie spojrzycie, tam czają się oszuści. Sytuacja jest rozpaczliwa”.
Ostatni trop, którym zajmowała się Galizia, prowadził do premiera Malty Josepha Muscata. Zaczęło się w kwietniu ub.r. od serii artykułów, w których dziennikarka (powołując się m.in. na tzw. Panama Papers) oskarżyła Keitha Schembriego, szefa gabinetu premiera, oraz Konrada Mizziego, ministra energii, o przyjmowanie łapówek od bogatych Rosjan w zamian za maltańskie paszporty. Pieniądze oczywiście zostały ukryte w zagranicznych spółkach zarejestrowanych w rajach podatkowych.
Muscat nazwał publikację „największym kłamstwem politycznym w historii Malty”. Wywołała kryzys polityczny, który doprowadził do przedterminowych wyborów. Gdy szef rządu walczył o reelekcję (ostatecznie mu się udało), Galizia kontynuowała śledztwo. Doszła do tego, że łapówki pochodziły nie tylko od bogatych Rosjan, lecz także od Azerów. Współwłaścicielką jednej z offshorowych spółek powołanych do przechowywania azerskich pieniędzy była Michelle Muscat, żona premiera. Ostatni wpis Galizii dotyczył przesłuchania przed sądem szefa gabinetu Schembriego.
„[Schembri] stwierdził także, że nie może odnieść się do zarzutów o korupcję z ostatnich dwóch lat – chociaż ciągną się znacznie dłużej – przez wzgląd na »problemy natury medycznej«. Czy chodzi tutaj o te same problemy, które rzekomo nie były przyczyną jego zniknięcia na długie miesiące – co odkryłam i o czym potem pisałam?” – czytamy w artykule „Ten oszust Schembri był dzisiaj w sądzie, broniąc się, że nie jest oszustem”.
Wykonywanie swojej pracy przypłacił życiem także Paweł Szeremiet, białoruski dziennikarz śledczy, który ostatnie lata swojego życia spędził na Ukrainie. Zginął w zamachu bombowym, ładunek został umieszczony w jego samochodzie. Przed śmiercią zajmował się kwestią nielegalnych kontaktów między Ukrainą a separatystycznymi republikami na wschodzie kraju. Pomimo upływu dwóch lat śledztwo w tej sprawie nie przyniosło żadnych efektów.
Te zabójstwa wpisują się w niebezpieczny trend. Organizacja Reporterzy bez Granic w raporcie podsumowującym 2017 r. zwraca uwagę na niepokojący spadek wolności mediów nawet w krajach europejskich. Przykładem chociażby Finlandia, która przez sześć lat z rzędu zajmowała pierwsze miejsce, a teraz spadła na trzecie. Powód? Naciski premiera kraju na publiczną telewizję, aby wstrzymała emisję niekorzystnego materiału – zdaniem RbG była to sytuacja do niedawna jeszcze nie do pomyślenia. Do tego dochodzą chociażby restrykcyjne przepisy antyterrorystyczne, które mogą zostać wykorzystane do krępowania mediów.
Słowacja w zestawieniu z ubiegłego roku zajmuje 17. pozycję (Polska jest dopiero 54.). Od ujęcia sprawców zabójstwa Kuciaka zależy jednak, czy kraj utrzyma wysoką lokatę, czy stanie się miejscem, w którym cyngle do wynajęcia wystarczą, by uciszyć wszystkich.