W DGP od miesiąca zajmujemy się różnymi wątkami dotyczącymi sprowadzania z samozwańczych republik Zagłębia Donieckiego antracytu do Polski i innych państw UE. Pieniądze z handlu tym najcenniejszym energetycznym węglem kamiennym trafiają do kieszeni separatystów z Doniecka i Ługańska. To poważny problem polityczny, wykraczający poza swobodę działalności gospodarczej. Pokazujący brak inicjatywy i spychologię polskich władz, nieszczelność unijnych sankcji i kreatywność Rosji, która robi wszystko, by wesprzeć marionetkowe władze Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL/ŁRL).



Kończymy miesięczny cykl publikacji, ale to nie znaczy, że zamykamy temat. Czas na wnioski, które wysnuliśmy po przejechaniu 4500 km i przestudiowaniu setek stron dokumentów. Na nazwisko Ołeksandra Melnyczuka, mieszkającego dziś w Moskwie byłego wiceministra energetyki ŁRL, trafiliśmy na początku pracy. Melnyczuk kontroluje kopalnie w ŁRL, transport surowca do rosyjskiego Rostowa nad Donem i kilka spółek z całego świata, w tym polski Doncoaltrade. Za antracyt płaci pod Ługańskiem równowartość 62 zł za tonę, a sprzedawał go za 272 z ł.