Brytyjscy recenzenci piszą, że „Lullaby…” to prawdopodobnie najlepsza płyta, jaką kiedykolwiek nagrał człowiek. Ja może aż tak bym nie przesadzał, ale – fakt – słucham jej często. I zawsze w pozycji na kolanach.
ROCK | Swoją najnowszą, dziesiątą już płytą, „Lullaby and… The Ceaseless Roar” Robert Plant udowadnia, że ma w sobie żar, którego brakuje większości jego rówieśników, wierzących, iż kopiowanie samych siebie sprzed lat to nie plagiat, tylko powrót do korzeni. W kwestii muzycznych korzeni Plant jest radykałem – nie wchodzi po raz kolejny do tej samej rzeki. Dlatego jego płyta jest bardziej kołysanką (lullaby) niż bezustannym rykiem (ceaseless roar). Nie odcina kuponów od Led Zeppelin i dobrze na tym wychodzi. Wprawdzie bez porównania więcej zarobiłby, ruszając na kolejne tournée z Led Zeppelin, ale on nie lubi chodzić na łatwiznę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.