Kasa to największy narkotyk. "Wilk z Wall Street" w Canal+

Kadr z filmu "Wilk z Wall Street"
Wilk z Wall StreetMedia
27 grudnia 2014

W „Wilku z Wall Street” Martin Scorsese nie próbuje opowiadać nam historii z morałem. Puszcza wodze fantazji, trafiając w samo sedno

Niedawno widzieliśmy Leonarda DiCaprio w pełnej błyskotek, głośnej muzyki i wizualnego przepychu adaptacji „Wielkiego Gatsby’ego” w reżyserii Baza Luhrmanna. Zdawałoby się, że tej orgii kiczu i nadmiaru nie przebije nic. Kto by pomyślał, że rękawicę Luhrmannowi rzuci Martin Scorsese, który mimo 71 lat na karku nie traci werwy. Jordan Belfort, tytułowy „Wilk z Wall Street”, okazuje się prostszą i zwulgaryzowaną wersją Gatsby’ego. Staromodną elegancję i pretensje do wyższych sfer dawno odstawił do lamusa. Chce więcej, szybciej, łatwiej. Ale podobieństw biografii Belforta ze słynną powieścią Francisa Scotta Fitzgeralda jest sporo. To również opowieść o złotej erze giełdy, kiedy wielkie pieniądze robiło się z dnia na dzień i równie szybko traciło fortuny. Tyle że w czasach kryzysu Scorsese wcale nie próbuje opowiadać nam historii z morałem ani pouczać, że pazerność i brak umiaru muszą doprowadzić do klęski. Z bogactwa i blichtru najzwyczajniej sobie kpi.

Pozostało 76% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png