Portugalczycy przywodzą na myśl północny lud zagubiony na południowych rubieżach kontynentu. A Iza Klementowska wie, dlaczego tak jest
Wiedziony stereotypami podróżny spodziewałby się po Portugalii – a co za tym idzie również po Portugalczykach – gorącego temperamentu i właściwego południowcom élan vital. Tymczasem czeka go zaskoczenie: to kraj melancholijny i senny, miejsce, gdzie rozmowy prowadzi się przyciszonym głosem, a ulice ożywają tylko w dzień piłkarskich derby. Wjeżdżając tam od strony Hiszpanii, można odnieść wrażenie, że świat nagle się kurczy: wypalone słońcem, bezkresne równiny i wzgórza ustępują miejsca ciasnym, trochę zapuszczonym ogrodom. Robi się intymnie, ale też nieco klaustrofobicznie.
Portugalia jest mała. Kiedy raz jeden byłem w Lizbonie, akurat w całym mieście zabrakło prądu. Następnego dnia okazało się, że awaria stacji przekaźnikowej pozbawiła energii elektrycznej połowę kraju. Tak czy inaczej, owej nocy było całkiem ciemno, ale ludzie zdawali się w ogóle tym nie przejmować – miasto rozbrzmiało hałasem dieslowskich generatorów, a życie toczyło się dalej. Żadnej histerii, żadnego załamywania rąk, po prostu spokój. A może apatia?
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.