Austriacką szkołę ekonomiczną państwo kojarzą? Z „austriakami” (zwykło się tak nazywać jej adeptów) jest trochę jak z marksistami – jedni i drudzy uważają, że pozjadali wszystkie rozumy, i widzą coś, czego główny nurt ekonomii nie dostrzega lub dostrzec nie chce. Ten buntowniczy duch czyni ich zazwyczaj świetnymi partnerami do twórczej wymiany myśli.
Z zainteresowaniem przyjąłem wieść o tym, że Marcin Mrowiec wydał książkę o tym, jak to „austriacy” postawiliby Japonię na nogi. Wyciągnęli ją z długoletniej stagnacji, rozbili układy, które wokół tamtejszego cudu gospodarczego narosły. I pospłacali długi – w przypadku Japonii niemałe. Nie sądziłem, że się z autorem zgodzę i na austriacką szkołę ekonomiczną nawrócę. No, ale czy zawsze trzeba czytać książki, o których z góry wiemy, że się utożsamiamy z ich przesłaniem? Poczytałem i nie żałuję. Daj Boże, by podobnie pisali inni główni ekonomiści dużych instytucji bankowych. Wiem, że dla Mrowca „Japonia” była pierwotnie pracą doktorską, ale mnie to jako czytelnikowi zupełnie nie przeszkadzało. Nawet lepiej. Zdecydowanie zbyt wiele prac doktorskich ląduje w głębokich zasobach bibliotecznych i pożytku z nich żadnego nie ma.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.