Christoffer Boe, reżyser „Seksu, narkotyków i podatków”, opowiada o fascynacji Godardem i von Trierem oraz zastanawia się, czy kino może przynieść odpowiedzi na życiowe problemy.
Lwia część akcji „Seksu, narkotyków i podatków” dzieje się w latach 80., a więc w okresie twojego dzieciństwa. Rzeczywiście było wówczas tak kolorowo jak w filmie?
Prawdę mówiąc, te czasy wydawały mi się zupełnie okropne. Ten film zrobiłem chyba po to, by przekonać samego siebie, że było w nich jednak coś atrakcyjnego. Dania lat 80. była po prostu straszliwie nudna. Gdy wracałem ze szkoły do domu, moi rodzice byli jeszcze w pracy, a ja przez trzy–cztery godziny nie wiedziałem, co z sobą zrobić. Wyobraź sobie, że nie było wtedy choćby jednego programu radiowego dla dzieci, a telewizyjny trwał tylko pół godziny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.