Wszystkie inne kontrowersyjne wypowiedzi prezydenta do tej pory poważnie mu nie zaszkodziły. Ale w przypadku Charlottesville może być inaczej.
Zamieszki w Charlottesville stają się najtrudniejszym jak dotychczas testem dla wyjątkowej zdolności Donalda Trumpa do wychodzenia obronną ręką ze wszystkich kontrowersji, które sam powoduje. Ale też stają się probierzem tego, jak bardzo Stany Zjednoczone są dziś, wbrew nazwie, podzielone.
Amerykański prezydent we wtorek po raz trzeci odniósł się do zeszłotygodniowych wydarzeń w Charlottesville w stanie Wirginia. Podczas protestu różnych skrajnie prawicowych grup przeciw usuwaniu z przestrzeni publicznej symboli Konfederacji z czasów wojny secesyjnej doszło do gwałtownych starć między nimi a kontrmanifestantami. Kulminacją tych zdarzeń było umyślne wjechanie samochodem przez 20-letniego sympatyka skrajnej prawicy w grupę przeciwników, w wyniku czego jedna osoba zginęła, a 19 zostało rannych. Ponadto w wypadku helikoptera, który uczestniczył w patrolowaniu okolicy, zginęło dwóch policjantów.