Według AI prokuratura zarzuca zatrzymanym obrońcom praw człowieka wspieranie organizacji terrorystycznej. Nie wiadomo jednak, o jaką organizację chodzi.

Decyzja sądu oczekiwana jest jeszcze w nocy lub we wtorek rano. Zgodnie z tureckim prawem areszt śledczy może trwać do pięciu lat.

Na początku lipca turecka policja zatrzymała dziesięciu obrońców praw człowieka - ośmiu tureckich i dwóch zagranicznych, Niemca i Szweda. Wśród zatrzymanych była szefowa tureckiej sekcji Amnesty International Idil Eser. Zatrzymania dokonano na wyspie Buyukada w pobliżu Stambułu, gdzie aktywiści zebrali się, aby wziąć udział w warsztatach Amnesty International z zarządzania informacją i bezpieczeństwa cyfrowego.

Reklama

Na początku czerwca szef Amnesty International w Turcji Taner Kilic został zatrzymany przez policję, która weszła do jego domu w Izmirze. Następnie turecki sąd formalnie aresztował go pod zarzutem udziału w organizacji terrorystycznej. Zarzucono mu także związki z mieszkającym w USA islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem, którego władze w Ankarze oskarżają o organizację wojskowego zamachu stanu.

Amnesty International nazwało aresztowanie Kilica "niszczycielską niesprawiedliwością" i wezwało do jego uwolnienia.

Po nieudanej próbie puczu z lipca 2016 roku w Turcji aresztowano ok. 50 tys. zwolenników krytyków tureckich władz, pod zarzutem powiązań z organizacjami terrorystycznymi. Około 150 tys. osób zwolniono z pracy, w tym wielu wojskowych, policjantów, nauczycieli i urzędników państwowych. Zdaniem opozycji miało to obezwładnić politycznych przeciwników prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

W maju AI zarzuciła władzom Turcji naruszanie wolności słowa i wolności zgromadzeń oraz łamanie prawa do niedyskryminacji w reakcji na ubiegłoroczną próbę zamachu stanu. (PAP)