Prawo, które warto usłyszeć i zrozumieć. Rozmowa z dr Kamilem Stępniakiem

Prawo, które warto usłyszeć i zrozumieć. Rozmowa z dr Kamilem Stępniakiem
Prawo, które warto usłyszeć i zrozumieć. Rozmowa z dr Kamilem StępniakiemMateriały prasowe
7 kwietnia, 08:00
Artykuł sponsorowany

Czy w świecie zdominowanym przez krótkie filmiki i szybkie nagłówki jest jeszcze miejsce na rzetelną dyskusję o fundamentach państwa? Dr Kamil Stępniak, adiunkt w Instytucie Prawa Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego, udowadnia, że tak – choć wymaga to zupełnie nowego podejścia do komunikacji.

Znany w mediach społecznościowych jako @konstytucjonalista, z powodzeniem łączy salę wykładową z ekranami smartfonów. Za swoją działalność został doceniony m.in. prestiżową Nagrodą Publiczności „Pióro Nadziei” Amnesty International. Jako jeden z prowadzących podcast „Pro Lex Optima – Prawo, które warto usłyszeć”, realizowany przez Wyższą Szkołę Kształcenia Zawodowego, regularnie odsłania kulisy obowiązujących przepisów i pokazuje ich realny wpływ na codzienne decyzje.

W rozmowie opowiada o budowaniu marki osobistej w świecie algorytmów, o roli edukacji prawnej w społeczeństwie obywatelskim oraz odpowiada na pytanie postawione w swoim autorskim odcinku podcastu: „Prawnik w mediach – czy warto nim być?”.

W jednym z odcinków podcastu „Pro Lex Optima” odpowiada Pan na pytanie: „Prawnik w mediach – czy warto nim być?”. Patrząc na sukces profilu @konstytucjonalista, co jest dziś największym wyzwaniem w przekładaniu języka konstytucji na dynamiczny format Instagrama, bez utraty merytorycznej głębi?

Dla eksperta pokus jest wiele – zarówno w środowisku cyfrowym, jak i w świecie realnym (choć nie mam pewności, czy ten podział wciąż obowiązuje). Jedną z największych jest pokusa uproszczenia sensu.

Treści muszą być przystępne i komunikatywne, ale nie mogą wypaczać ani zastępować obiektywnej wiedzy. To coś, na co zwracam szczególną uwagę. Wolę, by wpis miał mniejszy zasięg, ale był maksymalnie precyzyjny. Doskonale wiem, że zmiana dwóch czy trzech zdań mogłaby „wystrzelić” statystyki, ale tego nie robię.

Konstytucja nie jest instrukcją obsługi tostera – choć objętość może być podobna. To kluczowy akt normatywny dla funkcjonowania państwa. Przez niemal trzy dekady obowiązywania „obrósł” praktyką, wartościami i ideami, które staram się tłumaczyć na Instagramie. Zawsze z myślą o tym, by pokazać, dlaczego ona nas dotyczy.

Ostatnie lata pokazały, że prawo konstytucyjne to niezwykle dynamiczny obszar, rodzący wiele pytań. Wciąż staram się na nie odpowiadać. Ponad 80 tysięcy obserwujących i miliony wyświetleń moich treści budzą we mnie przede wszystkim wdzięczność oraz przekonanie, że ludzie wciąż chcą rozumieć prawo.

Prawo, które warto usłyszeć i zrozumieć. Rozmowa z dr Kamilem Stępniakiem
Prawo, które warto usłyszeć i zrozumieć. Rozmowa z dr Kamilem Stępniakiem

Jako adiunkt i wykładowca WSKZ na co dzień obcuje Pan z teorią prawa, a w mediach społecznościowych – z jego praktycznym, często emocjonalnym odbiorem. Czy popularność w internecie pomaga w pracy akademickiej, czy bywa obciążeniem?

Często myślę o tej pozornej sprzeczności: nauka lubi ciszę, internet – hałas. Mam wrażenie, że kiedyś środowisko akademickie mniej przychylnie patrzyło na obecność naukowców w mediach społecznościowych. Dziś nikogo to już nie dziwi.

Coraz więcej badaczy dostrzega potrzebę dzielenia się wiedzą. Tłumaczenie zawiłości świata wydaje się wręcz naszym moralnym obowiązkiem. Oczywiście media społecznościowe rządzą się swoimi prawami. To, co dla nas fascynujące badawczo, nie zawsze spotyka się z entuzjazmem szerokiej publiczności.

My lubimy subtelności. Internet oczekuje odpowiedzi na konkretny, aktualny problem. Trzeba te dwa światy łączyć – i okazuje się, że nie są sprzeczne, pod warunkiem, że robi się to rzetelnie.

Otrzymał Pan Nagrodę Publiczności „Pióro Nadziei” Amnesty International. Czy to sygnał, że społeczeństwo coraz bardziej potrzebuje „prawników-edukatorów”, którzy wychodzą poza sale sądowe i mury uczelni?

To był dla mnie bardzo ważny moment. Szczególnie dlatego, że była to nagroda przyznana przez publiczność. To znak, że – wbrew stereotypom – prawa człowieka mogą być tematem, który realnie interesuje.

Role prawników są różne. Jedni najlepiej czują się na sali sądowej, inni w sali wykładowej, jeszcze inni przy pracy z dokumentami. Dla mnie ta nagroda jest potwierdzeniem, że ludzie nie chcą traktować praw człowieka jak sloganu z plakatu. Chcą wiedzieć, co one naprawdę znaczą i jak można je egzekwować.

Interesuje ich także to, co robi władza i czy mogła postąpić w określony sposób. Świadomość to pierwszy krok do budowania społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli dokładam do tego choć małą cegiełkę – jestem usatysfakcjonowany.

Podczas odbierania statuetki powiedziałem, że największym nagrodą byłoby to, gdybym nie miał już o czym pisać. Oznaczałoby to brak kontrowersji, brak naruszeń praw człowieka i prawidłową interpretację przepisów przez władzę. Nie wchodząc w rozważania na styku prawa i polityki – powiem tylko: tematów wciąż nie brakuje.

Jest Pan także laureatem nagrody „Rising Stars – Prawnicy, liderzy jutra” oraz felietonistą portali gazeta.pl i „Dziennika Gazety Prawnej”. Jak godzić rolę niezależnego eksperta z aktywnym udziałem w spolaryzowanej debacie publicznej?

To często balansowanie na cienkiej linie. Kluczowe jest bazowanie na sprawdzonych informacjach i formułowanie zobiektywizowanych wniosków.

Praca naukowa i ekspercka daje mi ogromną satysfakcję. Felietonistyka to z kolei przestrzeń, którą bardzo lubię. To możliwość odejścia od skomplikowanego języka prawniczego i przeprowadzenia czytelnika przez ważny temat w sposób przystępny i angażujący.

Chcę, by po lekturze tekstu czytelnik nie czuł zmęczenia, lecz satysfakcję – że coś zrozumiał. Już wiosną ukaże się także moja książka popularnonaukowa o prawie konstytucyjnym i prawach człowieka pt. „Masz prawo. Jak zachować rozum i godność człowieka w Polsce”, wydana przez W.A.B. To solidna dawka wiedzy w przystępnej, momentami wręcz rozrywkowej formie.

W spolaryzowanym świecie każda treść może stać się przedmiotem krytyki czy hejtu. Trzeba być na to przygotowanym i mieć swoje mechanizmy ochronne. Jeśli jednak bazuje się na wiedzy, łączenie ról nie stanowi zagrożenia. Nawet gdy w felietonie pozwalam sobie na ostrzejszy ton czy ironię, dbam o to, by na koniec dnia móc spojrzeć w lustro.

Czy nowoczesne media – podcasty i media społecznościowe – staną się wkrótce obowiązkowym narzędziem pracy prawnika, który chce realnie kształtować rzeczywistość prawną?

Nie każdy prawnik musi prowadzić podcast czy konto w mediach społecznościowych. To byłoby absurdem. Rzetelne i systematyczne prowadzenie takich działań to ogrom pracy – często nieopłacalnej finansowo, ale wartościowej.

Każdy prawnik chce jednak mieć wpływ na swoje środowisko. A to wymaga nie tylko umiejętności pisania pism procesowych, lecz także komunikowania się poza nimi. Podcasty i media społecznościowe nie zastąpią prawa w działaniu, ale mogą przywrócić mu społeczny rezonans.

Walka o praworządność i prawa człowieka toczy się nie tylko w sądach, lecz także w przestrzeni narracji. Warto być uczestnikiem tej debaty – nawet jeśli wiąże się to z kosztami.

Jakie rady dałby Pan studentom prawa, którzy dopiero budują swoją markę w świecie nowych technologii?

Po pierwsze: nie zaczynajcie od marki – zacznijcie od kompetencji. Algorytmy są bezlitosne, ale jeszcze bardziej bezlitosna jest rzeczywistość, w której ujawnia się brak wiedzy.

Po drugie: już od pierwszych lat studiów warto szukać specjalizacji. To nie są czasy, w których można być prawnikiem „od wszystkiego”. Polski ustawodawca rocznie publikuje ponad 30 tysięcy stron aktów prawnych. Oprócz wiedzy ogólnej trzeba zdobywać wiedzę specjalistyczną. Bliskie jest mi powiedzenie: „wiedzieć coś o wszystkim i wszystko o czymś”.

Po trzecie: nie bójcie się nisz. Lepiej być wiarygodnym w jednym obszarze niż efektownym w wielu.

I wreszcie – nie bójcie się wychodzić z wiedzą do ludzi. Z mojego doświadczenia wynika, że przynosi to więcej dobrego niż złego. Kluczowe są także systematyczność, upór i gotowość do uczenia się przez całe życie. Zmiana jest dziś jedyną stałą.

I pamiętajcie: nie każdy musi być influencerem. Wszystko zależy od waszych osobistych preferencji.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Artykuł sponsorowany

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.