Na razie z taką prośbą do Krzysztofa Kwiatkowskiego, prezesa NIK wystąpił poseł Przemysław Wipler. „Zwracam się do Pana z prośbą o rozważenie możliwości wszczęcia kontroli w Sądzie Najwyższym na podstawie art. 6 ust. 1 i art. 28a ust. 2 ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli. Moje wątpliwości dotyczą umów zawieranych przez Sąd Najwyższy z przedsiębiorstwami rynku wydawniczego” - wskazuje w swym piśmie poseł.
Wcześniej Wipler pukał w tej sprawie też do ministra sprawiedliwości. W swej interpelacji prosił szefa resortu o kontrolę. Minister odmówił, tłumacząc, że jego władztwo nadzorcze nie sięga do Sądu Najwyższego. Minister sprawuje bowiem tylko nadzór nad działalnością administracyjną sądów powszechnych, a nie nad Sądem Najwyższym. Sąd Najwyższy jest samodzielną jednostką sektora finansów publicznych, która pokrywa swoje wydatki bezpośrednio z budżetu. Ani z Konstytucji, ani z innych regulacji nie wynika, by jakiekolwiek uprawnienia nadzorcze nad SN zostały delegowane na ministra sprawiedliwości. Minister nie może więc zainicjować procedury kontroli umów.
„Sąd Najwyższy w ramach swojej działalności zawiera umowy o wydawaniu i rozpowszechnianiu w formie papierowej i elektronicznej orzeczeń Sądu Najwyższego oraz Studiów i Analiz Sądu Najwyższego. Treści tych umów nie są dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej.” – wskazuje poseł Wipler.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.