Będą nowe zasady wynagradzania sędziów

16 lutego 2016

Najlepsi spośród orzekających w I instancji nie będą już musieli awansować, aby otrzymać pieniężną gratyfikację.

– przyznaje Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości.

Po Lechu Kaczyńskim

Jak mówi, stosunkowo prostym rozwiązaniem byłby powrót do koncepcji awansów poziomych. Zostały one wprowadzone z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2007 r. Dzięki nim sędziowie sądów rejonowych oraz okręgowych mogli – bez zmiany miejsca służbowego – awansować do sądów wyższej instancji. Wiązało się to ze wzrostem wynagrodzeń. Z tej możliwości skorzystało wówczas ok. 1,5 tys. sędziów. Awans należał się po 15 latach nienagannej służby. Jednak ten automatyzm stał się pretekstem dla parlamentu do zniesienia mechanizmu w 2008 r. Ministerstwo Sprawiedliwości, które wówczas przygotowało odpowiednią nowelizację, podkreślało bowiem, że sędzia, który awansował poziomo, nie był poddawany merytorycznej ocenie.

– twierdzi jednak Marek Celej, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.

Batalia o awanse poziome skończyła się w Trybunale Konstytucyjnym. Prezydent Lech Kaczyński domagał się bowiem, aby TK zbadał, czy zamknięcie tej drogi nie osłabiło prestiżu sędziów przez pozbawienie ich z mocy prawa stanowisk sędziowskich uzyskanych w wyniku powołania. TK jednak nie dopatrzył się łamania ustawy zasadniczej (sygn. akt K 7/10).

Przychylny odbiór

Teraz jednak jest spora szansa na reaktywowanie tej instytucji. Jak podkreśla Łukasz Piebiak, pozwoliłoby to wynagradzać tych sędziów, którzy z różnych powodów nie mogą – albo nie chcą – przechodzić do wyższej instancji.

– tłumaczy wiceminister.

Sędziowie patrzą na pomysł przychylnym okiem.

– argumentuje Barbara Zawisza, wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Ale nie wszystkim ta instytucja się podoba. Przeciwko awansom poziomym wielokrotnie wypowiadała się Krajowa Rada Sądownictwa. W jej opinii to rozwiązanie pozornie tylko przynosiło korzyści, a de facto zaburzało system prawa i było szkodliwe. Zdarzali się bowiem sędziowie, którzy nie awansowali w pionie, bo nie wyróżniali się, i nagradzanie ich w poziomie mogło być uważane za niesprawiedliwe.

Jednak zdaniem Barbary Zawiszy problem można rozwiązać w prosty sposób.

– proponuje sędzia.

Drugim rozważanym przez resort rozwiązaniem zmierzającym do wyrównania wynagrodzeń wśród sędziów jest przebudowanie obecnego modelu tak, aby wszystkie stawki awansowe były dostępne dla wszystkich, bez konieczności zmiany stanowiska służbowego. Bo choć obecnie, zgodnie z prawem o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 133 ze zm.), jest aż 10 stawek awansowych, od których liczona jest płaca sędziego, to np. ostatnia jest dostępna tylko dla sędziów sądów apelacyjnych.

Więcej swobody

Uniezależnienie wzrostu wynagrodzenia od awansu do wyższej instancji mogłoby mieć pozytywne skutki nie tylko dla sędziów, ale i dla całego sądownictwa. Nie od dziś bowiem wiadomo, że pęd do awansu prowadzi do niebezpiecznego zjawiska orzekania „pod wyższą instancję”. Sędziowie bowiem doskonale zdają sobie sprawę, jak na daną kwestię patrzy sąd odwoławczy i – nawet jeżeli się z tym poglądem nie zgadzają – wolą nie ryzykować i orzekają tak, by wyrok się obronił.

– przyznaje Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu.

Pojawiają się jednak głosy, że po zmianach sędziowie w ogóle przestaliby się starać o awans.

– stwierdza jednak sędzia Zawisza.

– kwituje. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.