Desygnując na premiera polityka, który nie ma szansy stworzyć gabinetu, prezydent traci czas i autorytet. Bo po nieudanej próbie inicjatywa ustabilizowania nowego rządu przechodzi na parlament.
Po znowelizowaniu konstytucji w 1976 r. pytano: po co nam nowa, skoro poprzednia nie była w ogóle używana. Dziś nawet w poważnych dyskusjach da się słyszeć, że konstytucja z 1952 r. miała charakter wirtualny. Czyli w realu, jak mówi młodzież, nie istniała. Odwoływali się do niej czasami zdesperowani opozycjoniści, a najczęściej stanowiący udrękę urzędów petenci, wierzący w jej moc sprawczą. Pomińmy grupkę, nieliczną na szczęście, znawców tzw. prawa państwowego, którzy z quasi-analiz konstytucji nie najgorzej żyli, choć i tu trafiały się chwalebne wyjątki rzetelnych badaczy.
Po 1989 r. spełniło się jedno marzenie wielu pokoleń prawników: konstytucja stała się jurydycznym, prawdziwym narzędziem codziennego, bezpośredniego użytku. Co prawda, nie zawsze najsprawniejszym.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.