Mija ósmy rok od „pogwałcenia praworządności” i drugi rok „przywracania praworządności”. Zmiany w procedurze nominacji sędziowskich, które w 2017 r. prezydent reklamował jako te, które usprawnią sądownictwo i przywrócą wiarę w wymiar sprawiedliwości, nie zostały odwrócone. Otoczenie jednak zmieniło się całkiem. Dość powiedzieć, że sędziowscy członkowie Krajowej Rady Sądownictwa właśnie usłyszeli zarzuty dyscyplinarne za zasiadanie w ustawowo ukształtowanym organie. Ósmy rok jedna strona bije po głowie drugą – a to zarzutami o gwałt na konstytucji, a to o zdradę stanu, często o jedno i drugie naraz.
I końca nie widać, bo projekty „uzdrawiające” sądownictwo nie sprawiają wrażenia, że miałyby zamknąć etap podważania istnienia wyroków jednych sędziów przez drugich czy też rozliczania jednych przez drugich z ich niezawisłości. Wzajemne podkopywanie sędziowskiej wiarygodności może jeszcze trwać latami.
To jednak nie znaczy, że sądy przestały działać. Wręcz przeciwnie: przytłaczająca większość sędziów wykonuje rzetelnie tę pracę, za którą jest wynagradzana, nie oglądając się na obecnie wiejący wiatr. Jest to coraz trudniejsze, bo – w oczekiwaniu na zmianę w Pałacu Prezydenckim i przyjęcie nowych ustaw ustrojowych – minister sprawiedliwości przestał ogłaszać wolne miejsca sędziowskie. Pracy jest więc coraz więcej, rąk do pracy coraz mniej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.