Autopromocja

Pracownik ze Wschodu pilnie poszukiwany. Bez Ukraińców wiele rodzimych branż miałoby spore kłopoty

Polska daje pracę cudzoziemcom
Polska daje pracę cudzoziemcomDGP
19 marca 2014

Od kilku lat utrzymuje się bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników zza wschodniej granicy – zwłaszcza Ukraińców. Z najnowszych danych resortu pracy wynika, że w ubiegłym roku przedsiębiorcy zadeklarowali chęć zatrudnienia blisko 235,6 tys. pracowników ze Wschodu. W tym 217,6 tys. Ukraińców, 9,2 tys. Mołdawian, 5,2 tys. Białorusinów, 2,3 tys. Gruzinów i 1,3 tys. Rosjan.

W sumie to zaledwie o 8,1 tys. mniej niż w poprzednim roku. Spadek jest niewielki, bo pracownik ze Wschodu stał się podstawą wielu branż. Na przykład bez Ukraińców nie utrzymałyby się plantacje truskawek i malin w okolicach Płońska. Polacy, jeśli podejmują się pracy przy zbiorach owoców, wybierają pracodawców na Zachodzie (np. w Hiszpanii, gdzie zarobki są zdecydowanie większe).

Ten sam kłopot mają sadownicy. – Bez pracowników ze Wschodu mielibyśmy bardzo duże problemy. Gdyby ich nie było, nawet połowa jabłek mogłaby być niezebrana – twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. Nieprzypadkowo więc najwięcej ofert pracy dla cudzoziemców zgłaszają rolnicy i gospodarstwa sadownicze – w ubiegłym roku było ich 118,5 tys. Na drugim miejscu w tym rankingu znajduje się budownictwo – 29,7 tys. ofert.

Nie wszyscy cudzoziemcy zgłoszeni do urzędów pracy przyjeżdżają do naszego kraju. Część traktuje polską wizę jak furtkę, dzięki której może wyjechać na Zachód.

Wyższe pensje, większe zatrudnienie

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lutym blisko 3857 zł i było o 4 proc. wyższe niż przed rokiem – podał wczoraj GUS. Po uwzględnieniu inflacji rzeczywista siła nabywcza naszych pensji była o 3,3 proc. wyższa niż w lutym 2013 r. To dobry wynik, biorąc pod uwagę, że jeszcze w styczniu wskaźnik ten poszedł w górę o 2,7 proc.

Podwyżki w połączeniu z niewielką inflacją mają sprzyjać gospodarce. Bo gospodarstwa domowe – przynajmniej w teorii – mogą więcej konsumować i tym samym pobudzać koniunkturę. – Oczekujemy, że konsumpcja indywidualna będzie w tym roku istotnym filarem wzrostu gospodarczego – potwierdza Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium. Na pewno jednak – jak twierdzą ekonomiści – wzrosty wynagrodzeń w kolejnych miesiącach nie będą tak imponujące jak wynik marcowy. Ale i tak będzie nieźle. – W całym 2014 r. przeciętne płace mogą się zwiększyć nominalnie o 3,6 proc., a realnie o 2,5 proc. – prognozuje Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

W parze ze wzrostem pensji idzie wzrost zatrudnienia, choć ten nie jest już tak imponujący. W przedsiębiorstwach powyżej 9 osób w lutym było ono o 0,2 proc. wyższe niż przed rokiem. Ale jeszcze w styczniu nie uległo zmianie. – W ciągu miesiąca przybyło 2,1 tys. etatów, co jest niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę, że w poprzednich dwóch latach w lutym firmy redukowały zatrudnienie – zauważa Kryńska. Można się więc spodziewać, że również w następnych miesiącach liczba etatów będzie rosła.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.