Autopromocja

Męcina: Nie unikniemy polityki migracyjnej

Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej
Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznejDGP / Wojtek Gorski
27 września 2016

Nie oszukujmy się, spokojny i uporządkowany świat pracy z czasów fordyzmu odchodzi, a nowy porządek jeszcze nie został zdefiniowany – mówi prof. Jacek Męcina z UW, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Nie przesadzajmy, pracy na pewno nie zabraknie, choć ta na umowach etatowych nadal jest przedmiotem pożądania szczególnie młodych Polaków. Będziemy rozmawiać o przyszłości pracy, gdyż zależy nam na lepszej jej jakości. Wszyscy są bowiem zgodni co do tego, że kapitał ludzki i innowacyjność są najważniejszymi czynnikami konkurowania przedsiębiorstw, a sięganie po niewykorzystany potencjał ludzki jest nie tylko efektywne ekonomicznie, lecz także ważne społecznie. Niestety, gdy przychodzi do szczegółów, rozpoczynają się spory. Chociażby w Radzie Dialogu Społecznego, w której zasiadają przedstawiciele związków zawodowych i pracodawców, trudno jest o zgodę, gdy zaczynają się rozmowy dotyczące zakresu elastyczności i bezpieczeństwa socjalnego przy wprowadzaniu rozwiązań mających na celu podniesienie standardów i jakości pracy. Dlatego dyskusja oderwana od politycznych sporów, wyznaczająca określone standardy i strategiczną perspektywę, poparta doświadczeniem i ideami wybitnych specjalistów z Europy i ze świata, może ułatwić wypracowanie wspólnej wizji. Lepiej zidentyfikować szanse i zagrożenia, poznać obawy i perspektywy ewoluowania polityki gospodarczej i polityki społecznej, gdzie w centrum zainteresowania jest praca ludzka w jej wszystkich odsłonach.

Faktycznie każdy z wymienionych czynników powodował, że praca była postrzegana w różnych perspektywach, co sprawiało, że niektóre jej właściwości były eksponowane albo pomijane w poszczególnych krajach. Jednak współczesne wyzwania – globalizacja i digitalizacja – zacierają różnice bez względu na to, czego one dotyczą. Firmy bowiem zmieniły swoje oblicze z narodowych na wielokulturowe, z wielkich fabryk i zakładów w projekty strategiczne często zarządzane wirtualnie. Co więcej, taki model rozwoju nie dotyczy już tylko wielkich, globalnych graczy, ale chyba w jeszcze większym stopniu małych, niesłychanie mobilnych firm, których elastyczność, potencjał i dynamika biją czasem na głowę wczorajszych potentatów. Globalizacja przyspieszyła też nowe formy inwestowania i rozwoju, gdzie outsourcing i zmiany organizacyjno-prawne są już codziennym modelem współpracy. Nie oszukujmy się, spokojny i uporządkowany świat pracy z czasów fordyzmu odchodzi, a nowy porządek jeszcze nie został zdefiniowany. Dziś mamy do czynienia z dynamicznymi zmianami, za którymi coraz trudniej nadążyć już nie tylko pracownikom i menedżerom, lecz także badaczom czy ekspertom. Tymczasem pojawiają się zjawiska, którym należy przeciwdziałać lub je eliminować.

To trudne pytanie, bo z perspektywy akademika chciałbym wierzyć, że większość negatywnych zjawisk, z którymi obecnie borykają się pracownicy i firmy, można szybko wyeliminować pod warunkiem postawienia dobrej diagnozy i doboru odpowiednich instrumentów. Ale moje doświadczenie życia publicznego i znajomość gospodarki podpowiada, że to nierealne. Większość bowiem wymaga złożonej wizji i patrzenia na problemy pracy zarówno z perspektywy polityki społecznej, jak i gospodarki. Z jednej strony kluczowa jest demografia, z drugiej gospodarka, ale na nie składa się polityka społeczna, a więc system zabezpieczenia społecznego, ubezpieczenia społeczne, prawo pracy, polityka zatrudnienia, a z drugiej strony podatki, finanse publiczne, prawo i wolność gospodarcza.

Przede wszystkim inwestycji w jakość pracy. Z tej perspektywy potrzebujemy więcej umów o pracę, dobrych warunków zatrudnienia, w tym zarobków. Ale z drugiej strony firmy wystawione na konkurencję globalną nie mogą wszystkim pracownikom zagwarantować umów na czas nieokreślony i pracy przez całe życie. Poziom inwestycji w warunki pracy i poziom wynagrodzeń jest też ograniczony pozycją konkurencyjną firm. Gdyby w Polsce nie było niższych kosztów pracy, możliwości elastycznego zatrudnienia czy pracy tymczasowej, nie zainwestowałoby tu wiele firm globalnych, a procesy delegalizacyjne, którym zawdzięczamy wybór Polski jako miejsca inwestycji, omijałyby nasz kraj.

Faktycznie demografia osłabia potencjał rozwojowy naszej gospodarki. Zatem perspektywicznie trzeba inwestować w instrumenty polityki rodzinnej zachęcające do zwiększania dzietności, ale ze świadomością, że efekty dla rynku pracy będą widoczne najszybciej za 20 lat. Musimy też lepiej wykorzystywać dostępny kapitał ludzki, a więc aktywizować bezrobotnych, tworzyć warunki dłuższej aktywności zawodowej, zachęcać kobiety do powrotu na rynek pracy po urodzeniu dziecka, tworzyć warunki zatrudnienia osób niepełnosprawnych czy pracowników 50+. Powiem więcej, konieczne jest przyjęcie mądrej polityki migracyjnej, która zwiększy dostęp do zasobów specjalistów z innych krajów i powrotu części Polaków pracujących za granicą.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.