Tablica o takiej treści zawisła w sklepie jednej z sieci handlowych 15 marca 2015 r. Obostrzenia obowiązywały na Węgrzech 397 dni. Ponowne otwarcie sklepów odbywało się w cieniu porażki.
Warszawa lubi powoływać się na doświadczenia Budapesztu i kroczyć szlakami wytyczonymi przez Viktora Orbána. Jednak zakaz handlu w niedziele, który w Polsce wszedł w życie, nie ma nic wspólnego z przepisami, z których po cichu Węgry się już wycofały. U nas był to projekt rządowy, nie obywatelski; u was zapisano w ustawie o wiele więcej wyjątków. Różni też je etymologia.
Zacznijmy od języka. Słowo vasárnap, niedziela, składa się z dwóch elementów: vásár to targ, a nap to dzień. A zatem w węgierskim niedziela to dzień targowy. Słowo wywodzi się jeszcze z czasów wczesnego średniowiecza – pierwszy król Węgier Święty Stefan, któremu mój kraj zawdzięcza chrystianizację, nakazał, by niedziela była dniem wolnym od pracy. Jednocześnie, by zachęcić poddanych do nowej wiary powiązał handel z uczestnictwem w obrzędach religijnych – kościoły zyskały monopol na organizację targów. Z kolei w języku polskim niedziela wywodzi się od konstrukcji, w której się nie działa. Jedyne, co łączy te słowa to fakt, iż pojawiają się w średniowieczu. Zatem kiedy Polacy nie działali, Węgrzy robili zakupy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.