Polskie urzędy wojewódzkie znalazły się w potężnym klinczu prawno-organizacyjnym. Z jednej strony lawinowo rośnie liczba wniosków o legalizację pobytu składanych przez cudzoziemców, z drugiej – sądy administracyjne coraz śmielej kwestionują przepisy, które pozwalały urzędnikom na legalną bezczynność. Mowa o artykule 100d ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 337 ze zm.), który zawieszał bieg terminów załatwiania spraw. Co więcej, zawieszenie biegu terminów przewiduje też najnowszy projekt ustawy, która ma wygasić rozwiązania z tzw. specustawy ukraińskiej. Sądy uznają, że powoływanie się w czwartym roku wojny na sytuację nadzwyczajną narusza konstytucyjne prawo do sądu. Efekt? Urzędy wojewódzkie muszą rezerwować pieniądze na wypłatę zasądzonych kosztów.
Sądy mówią: dość
Ubiegły rok przyniósł rozwój orzecznictwa w sprawie przewlekłości postępowań. Tylko w 2025 r. zapadło co najmniej kilka wyroków w tej sprawie, co pokazuje, że sądy administracyjne przestały akceptować automatyzm w stosowaniu przepisów o zawieszeniu terminów. Karolina Schiffter, partner w kancelarii Fragomen, przywołuje znamienny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z 18 grudnia 2025 r. (sygn. akt III SAB/Gd 462/25). Sąd nie pozostawił w nim suchej nitki na działaniach wojewody, stwierdzając, że organ wielokrotnie przekroczył ustawowy 60-dniowy termin załatwienia sprawy.
W uzasadnieniu gdańskiego wyroku czytamy, że organ od czerwca 2024 r. nie podjął żadnych czynności, co uznano za rażące naruszenie prawa, zwłaszcza że wniosek cudzoziemca był kompletny i nie zawierał braków formalnych. Sąd podkreślił, że po 30 czerwca 2024 r., czyli po kolejnym przedłużeniu obowiązywania art. 100d ustawy pomocowej, regulacja ta stała się sprzeczna z konstytucyjną zasadą prawa do sądu. WSA w Gdańsku argumentował, że od agresji rosyjskiej minęły niemal cztery lata i trudno obecnie dopatrywać się szczególnych okoliczności, które w praworządnym państwie uzasadniałyby pozbawienie cudzoziemców ochrony przed bezczynnością administracji. Co istotne, sąd przypomniał, że specustawa nigdy nie zakazywała prowadzenia postępowań, a jedynie zawieszała terminy – co urzędy często interpretowały jako przyzwolenie na bierność.
Za co płaci urząd?
Rosnąca liczba przegranych spraw oznacza konkretne wydatki z budżetu. Karolina Schiffter wyjaśnia, co dokładnie przysługuje skarżącym, którzy decydują się na walkę sądową. Sąd, uwzględniając skargę na bezczynność, przede wszystkim zobowiązuje organ do wydania decyzji w terminie 30 dni od zwrotu akt. Ale to nie wszystko.
– Sąd może również wymierzyć organowi grzywnę albo przyznać skarżącemu sumę pieniężną, jednak wyłącznie wówczas, gdy bezczynność ma charakter rażący. Nie jest to uprawnienie automatyczne, lecz zależy od oceny sądu – zaznacza mecenas Schiffter. Prawniczka dodaje, że w razie wygranej stronie przysługuje zwrot kosztów postępowania sądowego, w tym opłaty sądowej oraz – co jest znaczącym kosztem dla urzędów – kosztów zastępstwa procesowego w przypadku korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika. W praktyce oznacza to, że urzędy płacą za swoją przewlekłość.
Lawina skarg
Skalę problemu najlepiej obrazują dane z najbardziej obciążonego regionu. Wojewoda mazowiecki informuje o drastycznym skoku liczby skarg na przewlekłość. O ile w 2024 roku było ich 597, o tyle w 2025 r. liczba ta wzrosła do poziomu 2371. To niemal czterokrotny wzrost w ciągu roku. Kwota zasądzonych kosztów sądowych w konkretnych sprawach może wydawać się na razie niewielka (2968 zł), ale należy pamiętać o efekcie skali i toczących się postępowaniach.
Problem jest jednak głębszy niż same koszty. Urzędnicy wpadają w błędne koło. Zespół prasowy wojewody mazowieckiego przyznaje wprost: na wydłużenie czasu prowadzenia postępowań wpływ ma konieczność udzielania odpowiedzi na skargi i prowadzenia korespondencji z zakresu postępowań sądowo-administracyjnych. Każda skarga to czas pracownika, który zamiast procedować wniosek pobytowy, musi przygotować dokumentację dla sądu. A spraw jest coraz więcej. W latach 2021–2024 liczba wniosków o legalizację pobytu na Mazowszu wzrosła o 67 proc., osiągając w 2025 r. pułap 174 tys. W 2021 r. o jednolite zezwolenie na pobyt czasowy i pracę ubiegało się 57 tys. osób, obecnie to ponad 100 tys. Średni czas postępowania wydłużył się tam do 240 dni, podczas gdy jeszcze w 2022 r. wynosił 114 dni.
Koszty idą w tysiące
Inne województwa również liczą straty. Wydział Spraw Cudzoziemców Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach w 2024 r. zarejestrował 974 skargi, a łączna kwota zasądzonych zwrotów kosztów wyniosła ponad 50 tys. zł. W 2025 r. suma ta była niższa (3617 zł przy 264 skargach), ale urzędnicy zastrzegają, że ostateczny bilans zależy od dalszych decyzji ustawodawcy co do zawieszenia terminów. – Na obecnym etapie nie jest możliwe precyzyjne oszacowanie potencjalnych kosztów – tłumaczy Łukasz Adamczyk ze śląskiego urzędu wojewódzkiego. W tym regionie standardowy czas oczekiwania na decyzję wynosi już około dwóch lat. Ratunkiem ma być tryb przyspieszony (decyzja w 1,5 do 3 miesięcy), ale wymaga on telefonicznej rejestracji i idealnie skompletowanych dokumentów.
Z kolei w Łodzi wysokość wypłaconych odszkodowań z tytułu przewlekłości w 2024 r. wyniosła 22 762 zł. Natomiast urząd w Szczecinie (zachodniopomorskie) wypłacił w 2024 r. niemal 4 tys. zł, ale spodziewa się wyroków w kolejnych dziewięciu sprawach.
Rekordziści w opóźnieniach
Analiza czasów postępowań w skali kraju pokazuje postępujący paraliż. Opolski urząd wojewódzki to niechlubny rekordzista wzrostu opóźnień – w 2025 r. średni czas oczekiwania wynosił tam aż 581 dni (w 2022 r. było to 372 dni). W Białymstoku na decyzję czeka się orientacyjnie 11 miesięcy, choć rzeczniczka urzędu Inga Januszko-Manaches przyznaje, że w porównaniu do lat ubiegłych czas ten wydłużył się o kilka miesięcy. Nieco lepiej sytuacja wygląda w Małopolsce, gdzie średni czas to 164 dni, choć i tu widać trend wzrostowy (109 dni w 2022 r.). ©℗