Reforma ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, którą na dniach zajmie się Rada Ministrów, przewiduje znaczne rozszerzenie uprawnień inspektorów. Zakłada bowiem wprowadzenie skuteczniejszego mechanizmu przeciwdziałania nieuprawnionemu zastępowaniu umów o pracę umowami cywilnoprawnymi.

PIP przyznano kompetencje do stwierdzania istnienia stosunku pracy w sytuacji, kiedy zawarto umowę cywilnoprawną w warunkach, w których zgodnie z art. 22 par. 1 kodeksu pracy powinna być zawarta umowa o pracę. Wydanie takiej decyzji, w sposób władczy, a nie dobrowolny, będzie się jednak wiązać z ustaleniem stanu faktycznego, przesłuchaniem zainteresowanego oraz świadków, a następnie z uczestnictwem w ewentualnym odwołaniu się stron do sądu.

To wszystko spowoduje wydłużenie kontroli. Jak wskazano w OSR do czwartej już wersji projektu z 28 stycznia 2026 r., w zależności od liczby zatrudnionych w zakładzie pracy wydłuży się on do miesiąca, a w przypadku dużych zakładów – do sześciu miesięcy. Dla porównania średni czas kontroli zakończonych skierowaniem powództwa w latach 2023–2025 wynosił 11 dni. Jednocześnie, jak wskazano w OSR, zakłada się utworzenie dodatkowych 294 etatów w PIP – 180 etatów w 2026 r. oraz kolejne 114 etatów w roku następnym.

Dłuższe kontrole po reformie PIP

To znaczące okrojenie planów względem tych, jakie były w tym zakresie na etapie prac nad ustawą. Przypomnijmy, w OSR dołączonym do projektu ustawy o PIP z 4 listopada 2025 r. była mowa o 360 etatach. Zdaniem ekspertów to zła wiadomość nie tylko dla inspekcji, lecz także dla przedsiębiorców.

Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy w Konfederacji Lewiatan, przypomina, że nowe obowiązki PIP zyska również w związku z wejściem ustawy wdrażającej unijną dyrektywę o równości wynagrodzeń.

– Pojawia się w tej sytuacji pytanie o wydajność i efektywność działania inspektorów. Widać też, że o ile jest plan na poprawienie czasu rozstrzygania ewentualnych sporów przez sądy pracy, to brakuje go w przypadku poprawy funkcjonowania PIP – dodaje.

Marcin Stanecki, główny inspektor pracy w wywiadzie z DGP (nr 24/2026) przyznał, że dziś zatrudnienie nowych osób w inspekcji to jednak jedna z najpilniejszych potrzeb, a niezbędne minimum to 3 tys. osób, o połowę więcej niż obecnie.

Dlatego, jak dodaje Robert Lisicki, w tej sytuacji może warto usiąść do dyskusji o maksymalnym czasie przeprowadzania kontroli w firmach. Szczególnie że, jak się przyjmuje, ten wskazany w ustawie z 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1480 ze zm.) – a wynoszący w roku kalendarzowym sześć dni dla mikroprzedsiębiorców, 18 dni dla małych, 24 dni dla średnich i 48 dni dla pozostałych, nie ma zastosowania do działań prowadzonych przez PIP.

– Informacja o tym, że kontrole u przedsiębiorców będą trwały dłużej, oznacza większe uciążliwości dla podmiotów – podkreśla Joanna Torbé-Jacko, adwokatka i ekspertka Business Centre Club ds. prawa pracy i ubezpieczeń społecznych. Dodaje też, że informacja o zmniejszeniu liczby nowych etatów w PIP to zła wiadomość dla legalnie działających pracodawców. Oznacza bowiem, że czarny rynek będzie czuł się pewniej.

– Działania te są sprzeczne z deklarowanymi zamiarami wzmacniania inspekcji i z planami dodania zadań tej instytucji. Nic nie da uchwalanie kolejnych przepisów, jeżeli ta instytucja będzie zmniejszana kadrowo, ponieważ nie będzie osób, które te przepisy mogłyby zastosować. Poza tym sześciomiesięczna kontrola oznacza w dużej mierze paraliż w firmie – uważa Joanna Torbé-Jacko.

Ryzyko systemowe

Eksperci zauważają też, że długotrwałość kontroli może rodzić również ryzyka systemowe. Zbyt długie postępowania oznaczają dla firm stan niepewności prawnej, który utrudnia planowanie biznesowe i zarządzanie personelem. Z tego punktu widzenia kluczowe będzie wypracowanie przez PIP sprawnych standardów prowadzenia kontroli oraz proporcjonalne korzystanie z nowych uprawnień.

– Szerszy wniosek jest taki, że projektowane zmiany wzmacniają znaczenie działań prewencyjnych. Organizacje, które wcześniej przeanalizują swoje modele współpracy i wprowadzą odpowiednie procedury, będą w zdecydowanie lepszej pozycji niż te, które zaczną reagować dopiero w momencie wszczęcia kontroli. Można więc powiedzieć, że nowy model działania PIP będzie w większym stopniu premiował firmy przygotowane, a znacznie mniej wybaczał improwizację – uważa Edyta Defańska-Czujko, partner, adwokat w Deloitte Legal, Gizicki i Wspólnicy. I dodaje, że dłuższy czas kontroli wskazuje wprost, że będziemy mieli do czynienia z istotną zmianą systemową.

– Może to bowiem pokazywać następujący kierunek myślenia ustawodawcy: mniej kontroli o charakterze interwencyjnym, więcej postępowań pogłębionych, przypominających postępowania dowodowe. Kontrola dotycząca ustalenia istnienia stosunku pracy nie jest bowiem czynnością techniczną – wymaga analizy umów, praktyki współpracy, przesłuchań świadków, a często również oceny modelu biznesowego organizacji – zauważa Edyta Defańska-Czujko.

Ryzyko organizacyjne

W praktyce oznacza to dla firm przede wszystkim konieczność przygotowania się na znacznie większą ingerencję organu w funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Kontrola trwająca kilka miesięcy nie jest już incydentalnym zdarzeniem, staje się procesem, który może realnie wpływać na działalność operacyjną, obciążenie działów HR i prawnych.

– Długotrwała kontrola zwiększa także poziom ryzyka organizacyjnego. W jej trakcie trudniej podejmować decyzje dotyczące zmiany modelu współpracy, rozwiązania umów czy reorganizacji zespołów, zwłaszcza że równolegle projekt przewiduje silniejsze instrumenty ochronne dla osób wykonujących pracę – mówi Edyta Defańska-Czujko i dodaje, że z perspektywy zarządczej oznacza to konieczność traktowania kontroli PIP podobnie jak kontroli podatkowej – jako zdarzenia wymagającego strategii, koordynacji i często bieżącego wsparcia prawnego. ©℗

Nowe etaty w PIP
ikona lupy />
Nowe etaty w PIP / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe