Autopromocja

Skażony alkohol do prokuratury: Czy fiskus może żądać od producentów podatku?

Alkohol
Cezary Kazimierczak, prezes ZPP, podkreśla, że jeśli firmy będą musiały zapłacić akcyzę, to może się to skończyć dla nich bankructwem.ShutterStock
11 lipca 2014

Urzędnicy żądają podatku od producentów częściowo skażonego alkoholu. Zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) przekraczają tym swoje uprawnienia.

Związek złożył wczoraj w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy Ministerstwa Finansów oraz Służby Celnej nadzorowanej przez wiceministra finansów Jacka Kapicę, a także przez urzędników Departamentu Podatku Akcyzowego i Gier w MF, nadzorowanego przez Wojciecha Bronickiego.

Wszystkim im zarzucają przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z działaniami, które uderzyły w producentów skażonego i częściowo skażonego alkoholu.

Zmiany przepisów

Przed 1 lipca 2013 r. ustawa o podatku akcyzowym (w brzmieniu obowiązującym od 1 marca 2009 r.) przewidywała zwolnienie dla skażonego alkoholu etylowego importowanego z krajów UE oraz produkowanego w kraju. Przepisy pozwalały skażać alkohol środkami dopuszczonymi w dowolnym państwie UE (na podstawie wspólnotowego rozporządzenia) albo metodą polską (na podstawie krajowego rozporządzenia).

Polskie podmioty wybrały metody węgierską i słoweńską, bo były one mniej restrykcyjne.

W 2010 r. resort finansów chciał zmienić ustawę, by walczyć z oszukańczym procederem odkażania alkoholu (wcześniej skażonego) i dalszej jego odsprzedaży. Sejm odrzucił jednak ten projekt.

W 2011 r. Komisja Europejska podjęła prace nad rozporządzeniem unijnym. Zmiany weszły w życie 1 lipca 2013 r., co diametralnie zmieniło sytuację. Zniesiono metodę węgierską oraz słoweńską, a w Polsce od tego czasu funkcjonują dwie metody: krajowa i ogólnounijna (euroskażalnik). Polscy producenci nie chcą z nich jednak korzystać, bo pierwsza jest bardzo kosztowna, a po zastosowaniu drugiej nie można skażonego alkoholu wykorzystywać w niektórych branżach.

Zaczęli więc produkować alkohol częściowo skażony, który również – jak wynikało z początkowych informacji urzędów celnych – jest zwolniony z akcyzy. Nagle jednak – jak mówi Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP – organy celne zaczęły wszczynać kontrole, kwestionować możliwość stosowania zwolnienia i żądać zapłaty podatku.

Cezary Kazimierczak, prezes ZPP, podkreśla, że jeśli firmy będą musiały zapłacić akcyzę, to może się to skończyć dla nich bankructwem.

Walka z oszustami

Ministerstwo Finansów broni działań urzędników. W odpowiedzi na pytanie DGP rzecznik prasowy MF Wiesława Dróżdż, wyjaśniła, że już od 2007 r. prowadzone są działania, które mają na celu walkę z oszustwami akcyzowymi w handlu alkoholem. Resort ograniczył m.in. liczbę skażalników, które pozwalały na łatwe odkażenie alkoholu i jego sprzedaż jako produktu nadającego się do spożycia.

Natomiast po wprowadzeniu 1 lipca 2013 r. zmian w przepisach, resort uzyskał informację o nieprawidłowościach dotyczących zwolnienia z akcyzy alkoholu częściowo skażonego – „rozpuszczalników”, które były skażone niewielką ilością glikolu. Zdaniem MF, taki produkt jest alkoholem skażonym i powinien być produkowany w składzie podatkowym oraz dostarczany w trybie nadzoru. Kontrole urzędników miały wyjaśnić, czy podatnicy zachowali te procedury. Jeśli nie dopełnili formalności, tracą zwolnienie z akcyzy i muszą zapłacić daninę.

– Jesteśmy przekonani, że prokuratura jest właściwym, niezależnym organem, który potwierdzi prawidłowość sposobu postępowania Służby Celnej w przedmiotowej sprawie – powiedziała Wiesława Dróżdż.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.