Posłowie Kukiz’15 trochę się naczekali od jesieni na to, by ich projekt ustawy „o uchyleniu ustawy o podatku od niektórych kopalin oraz o zmianie innych ustaw” trafił na posiedzenie Sejmu. Zgodnie z obecnym harmonogramem jego pierwsze czytanie odbędzie się w czwartek. To nieomylny znak, że zbliżają się wybory.
Podatek od niektórych kopalin jest nazywany popularnie miedziowym, bo od 2012 r. płaci go jedynie nasz czołowy producent miedzi i srebra, czyli KGHM Polska Miedź, który przekazał w ten sposób do budżetu dobrze ponad 10 mld zł (prognoza na ten rok mówi o 1,4 mld zł). Zwolennicy zniesienia tego podatku argumentują, że danina, którą obciążona jest obecnie tylko jedna spółka w Polsce, negatywnie odbija się m.in. na zdolnościach inwestycyjnych i ogólnej kondycji, co przełożyło się w 2018 r. na decyzję o braku wypłaty dywidendy. Przekonują też, że zniesienie tego podatku nie będzie dla budżetu bolesne, a i tak będzie mogło być kompensowane chociażby dywidendą.
Tyle że dzięki podatkowi miedziowemu uchwalonemu za rządu PO–PSL jedynym zwycięzcą (w przypadku wypłaty dywidendy – podwójnym) był Skarb Państwa. A po zniesieniu takiego podatku ewentualna wyższa dywidenda z zysku trafiałaby też do innych akcjonariuszy. Podatek jest przy tym naliczany według sztywnych ram – zawartości metali w koncentracie – i nie uwzględnia ok. 4 proc. strat powstałych w procesie wytwórczym miedzi i 10 proc. srebra, lecz odnosi się do produktu finalnego, którym jest miedź elektrolityczna.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.